Menu

Farby, farbki, farbeczki, czyli czym malują modelarskie Vikingi (cz. 2)

3 listopada 2015 - Techniki modelarskie, Warsztat

Kilka osób pytało: “czym i jak malować”. Odpowiedź jest prosta: pędzlami albo aerografem! 😉 Jako że nigdy nie miałem siebie za jakiegoś mentora, autoryteta czy innego epiteta, napiszę czym ja papram moje modele, ale Wy oczywiście możecie obrać swoją własną “kolorową drogę”. Pamiętajcie o tym, że wcale nie trzeba tej całej chemii kupować naraz, bo to i wydatek duży, a i radocha z próbowania i poznawania kolejnych produktów Wam ucieknie. Poza farbami oczywiście do malowania potrzeba także troszkę innej chemii i fizyki, o czym nie omieszkam nadmienić. Postaram się też podsunąć kilka pomysłów na redukcję kosztów – to głównie dla młodzieży. Dziś takie czasy, że wszystko można kupić prawie gotowe, przez co spadają współczynniki zaradności i kreatywności przeciętnego Kowalskiego (a jak przypuszczam także u Smitha czy Shmidta), natomiast ze spadkiem wspomnianych współczynników wzrasta siła przeciągów w portfelach. Stara mądrość ludowa mówi: Jeśli młody modelarz Kowalski nie nadwyręży budżetu ojcu Kowalskiemu, to ojciec Kowalski chyżej młodemu Kowalskiemu nowy modelik w sklepie u Nowaka zakupi 😉
– nie macie dejavu? 😛

Pędzle

“Pędzel jaki jest – każdy widzi” mówi stare porzekadło, ale to nie takie proste. Niestety też nie tanie. Dobre pędzelki kosztują od kilku do kilkunastu złotych za sztukę, jednak są warte swojej ceny. Dobrze zaopatrzyć się w co najmniej trzy pędzelki modelarskie: płaski do malowania powierzchni, okrągły średniej wielkości oraz wąziutki do retuszu (wielkości 00 lub 000).
malujemy-20

Oczywiście przyda się też kilka pędzelków szkolnych z naturalnego włosia w różnych wielkościach i z rożną sztywnością włosia – wszak pędzlami wykonuje się też różne efekty i nakłada pigmenty. Warto sukcesywnie dokupować kolejne pędzelki. Na rynku mamy szeroki wybór pędzli wielu producentów i zapewne każdy z Was znajdzie coś dla siebie.
malujemy-21

Do efektów można też używać gąbeczki makijażowej. Kupcie sobie własną, bo żona się wścieknie, kiedy zobaczy swoją w modelarskich szpejach.
malujemy-22

Aerograf

Po modelach możemy też pryskać, psikać tryskać itd. Na początku próbowałem używać samochodowych farb w aerozolu, ale jakoś nie spełniły moich oczekiwań. A to zbyt grube kropelki leciały z dyszy (to przy niedużych modelach dawało fatalną grubą warstwę farby pod którą gubią się szczegóły), a to zbyt smrodliwa farba owa była.

Moim pierwszym “ełrografem” była najprostsza tryskawka firmy Humbrol podłączona do puszki z gazem pędnym tejże firmy. Jako sprzęt do nauki tryskania sprawdziła się rewelacyjnie. Nadaje się też do równomiernego malowania sporych powierzchni czy to farbą, czy lakierem. Niestety nie jest to narzędzie do precyzyjnego i wyrafinowanego malowania z jednej głównej przyczyny. Działa binarnie: maluje albo nie. Mamy co prawda niewielki wpływ na szerokość wiązki farby, ale na nic innego. Suma summarum trzeba było zakupić dwufunkcyjny aerograf. Centy takowych wahają się od stówy do nawet tysiąca złotych. Udało mi się kupić niedrogie i niewyrafinowane urządzenie w komplecie z kompresorem. Prawdę powiedziawszy nawet nie jest obrandowany. Ma dyszę 0,3 mm i jak do tej pory sprawuje się świetnie i w zupełności wystarcza do moich potrzeb. Ma pokrętło trymujące otwarcie dyszy, co jest świetnym rozwiązaniem, kiedy nie chce się uzyskać zbyt dużego strumienia farby. Nadaje się zarówno do malowania dużych powierzchni jak i do cieniowania. Genialne narzędzie i wcale nie takie znów straszne czy upierdliwe w utrzymaniu.
malujemy-27

Czym dymać w ełrografa?

Z początku używałem puszek z gazem pędnym do aerografów, ale to jest rozwiązanie nieekonomiczne na dłuższą metę. Warto odłożyć sobie fundusze i zakupić kompresor modelarski (najlepiej taki ze zbiornikiem na ciśnienie), lub – jeśli ktoś ma zapał, umiejętności, możliwości i dostęp do złomowiska – zrobić sobie lodówkowca. Jest w internecie sporo opisów budowy takiego sprzętu. Koszt małego bezolejowego kompresora modelarskiego to około 250–400 zł. Dobrze jest kiedy kompresor ma filtr wilgoci. To zapobiegnie przykrym “kichnięciom” z aerografu, które rujnują malowaną powierzchnię.

Osłony

Wyróbcie sobie nawyk używania maseczki podczas malowania aerografem i porządnego wietrzenia pomieszczenia po skończeniu pracy. Można też zmajstrować osłonę z pudła po sprzęcie elektronicznym, aby zredukować psikanie farbą wokół. Można też kupić lub zrobić sobie wyciąg z filtrem, który będzie pochłaniał “odpył” podczas malowania.

Naczynia i mieszadła

W czym trzymać specyfiki, w czym mieszać farby? W duszy prawdziwego modelarza drzemie taki chochlik samoróbstwa i oszczędności. Oczywiście można wszystko kupić w sklepie modelarskim i wydać sporą sumę, ale można też wykorzystać różne domowe “przydaśki”. Po co wydawać 8 złotych na mieszadełko, skoro w kilka chwil można sobie takie zrobić z dużego spinacza biurowego? Można kupić markowe pipetki w cenie 15 zł za 6 sztuk, a można też kupić w aptece dwa zakraplacze po 1,80 zł. Dlaczego dwa? Jednego używamy zawsze do farby, a drugiego zawsze do rozcieńczalnika, chroniąc się w ten sposób przed przypadkowym zanieczyszczeniem kolorów.
malujemy-23

Farbki można mieszać w kupionych naczyńkach lub wypraskach (powyżej “dyszki”), ale można też użyć naczynek, które służą do odmierzania ilości syropu – fajne bo polipropylenowe (wielokrotnego użycia) i z podziałką 🙂 Rozpuszczalnik do płukania pędzli możemy trzymać w wymytych słoiczkach po koncentracie pomidorowym.
malujemy-26

Paletka do mieszania może być modelarska (to też jakaś “dycha”), ale może być szkolna akrylowa ze stoiska papierniczego w markecie (max 2,5 zł) i też daje radę. W ostateczności można wykorzystać wytłoczkę po tabletkach, ale to chyba przy drobniejszych pracach malarskich.
malujemy-25

Warto zaopatrzyć się w taśmę maskującą. Ja używam takiej wąskiej z firmy Tamiya do precyzyjnego maskowania (dobrze przylega, a farba nie podcieka) i zwykłej malarskiej do maskowania większych powierzchni.
malujemy-24

Tak oto zaoszczędziliśmy jakieś trzydzieści – pięćdziesiąt złociszy, ergo mamy kasę na kupno nowego modelu!

Kilka słów od ojca prowadzącego

Kilka luźnych porad ratujących życie i ułatwiających pracę. To wszystko wiedza nabyta podczas czytania poradników, ale też przećwiczona na własnych błędach i przemyśleniach. Rzucę tylko hasła i nie będę się rozwodzić nad udowadnianiem tez.

2 myśli nt. „Farby, farbki, farbeczki, czyli czym malują modelarskie Vikingi (cz. 2)

Adam

Z uwagą przeczytałem Twoje wpisy dotyczące malowania i wyszło mi, że ja ze swoimi Pactrami czterema pędzelkami na krzyż jestem jakieś 100 lat za trzecim światem.
Tak czy owak, fajnie że o tym piszesz. Chociaż ja bardzo ciężko przekonuję się do nowości i rzadko (z naciskiem na bardzo rzadko) zmieniam swoje przyzwyczajenia, to może się skusze na zabawę aerografem. Mam całkiem fajny zestaw z kompresorem. Ze trzy lata stoi i czeka na pierwsze uruchomienie a ja z uporem maniaka tylko pędzelki.
Pożyjemy – zobaczymy.
A forma i treść Twoich artykułów – świetna.
Gratuluję lekkości pisania. Pozazdrościć 🙂

Odpowiedz
    Viking_BB

    Wiesz, ja to chyba po części jestem kobietą. Przyznam się bez bicia, ze szaloną wręcz przyjemność sprawia mi kupowanie i próbowanie nowych farb i chemikaliów. Mam oczywiście rzeczy które mi “bardziej leżą”, ale to właśnie w poznawaniu nowych leży siła mojej pasji. Modele “kanciaki” noszą już na sobie tyle warstw farb, że są dwukrotnie cięższe niż były na początku.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udowodnij, że nie jesteś robotem *

Secured By miniOrange