Witam wszystkich bardzo serdecznie, kłaniam się Wam w pas!
Po wykonaniu wnętrza przyszedł czas aby je zakryć sufitem, przy okazji montując oświetlenie.
Oświetlenie domostwa opiera się na mikro ledach (1×1,5 mm) od chińczyka, które kupiłem sobie hurtem i zaspokajają moje dotychczasowe potrzeby.
Jest zamontowane na stałe, więc jak się zdupcy, to trudno.


Po tym przyszedł czas na dach…
No i tutaj słowo wyjaśnienia dlaczego tak, a nie inaczej.
W 2017 roku spisałem przekazy rodzinne, które mówiły, że przez pewien czas dach był pokryty drewnianym gontem na kształt rybiej łuski. W grę wchodziła jeszcze strzecha. Zdjęcie lotnicze z 1962 roku nie pomogło w rozwianiu moich wątpliwości więc postawiłem na gont.
Czy było to popularne rozwiązanie? (chyba nie), czy były takie w województwie łódzkim? (może, ja nie znalazłem).
Czy tak było na prawdę?
Prawdę znają tylko moi Dziadkowie w niebie i póki stąpam po tej skalnej kulce, to się tego nie dowiem.
Za gąsiory postanowiłem położyć podłużne deski, które spajają górną krawędź dachu. Tak sobie zrobiłem i jako autor jestem z tego dzieła zadowolony, nawet jeśli łamie ono wszelkie dekarskie świętości.
Na dach składają się płytki kartonowe oraz paski gontu wydrukowane na drukarce 3D w (reklama) https://www.nutonlypapercraft.pl/
I tak sobie kleiłem przez cały październik pasek za paskiem, aż pokryłem gontem cały dach. Potem przyszedł podkład w spreju oraz oliwkowo-szaro-zielona barwa imitująca jakiś tam odcień starszego drewna.









Komin podpatrzyłem w oryginale:




Podział cegieł po pomalowaniu docelowym kolorem poprawiłem ołówkiem i całość polakierowałem.

A tutaj gotowa całość w sztucznym oświetleniu:



Nieee, to jeszcze nie koniec. 😀


Jedna myśl nt. „Dom w wielkości H0 – oświetlenie i dach”
wow mega ładnie ci to wyszło