Jako wielbiciel (żeby nie użyć słowa fanatyk) kolei staram się odwiedzać wszelkie możliwe miejsca związane z tym tematem.
Kilkukrotnie miałem okazję oglądać zgromadzone w Zduńskiej Woli Karsznicach pojazdy szynowe. A jest tam tego sporo: od wagonów zarówno osobowych jak i towarowych z różnych epok, są spalinówy, lokomotywy elektryczne i można tak długo 🙂
Tutaj mapka (źródło) pokazująca dokładnie co i gdzie stoi.
Patrząc jednak na piękną zimową aurę za oknem, postanowiłem pokazać dla mnie najciekawszy eksponat tam stojący: pług wirowy W14. Powstał w 1940 roku według projektu inż. Klima, a zbudowano go w zakładach Henschel w Kessel.
Ten mierzący ponad 22 metry długości potwór o wadze zaledwie 126 ton robi powalające wrażenie. Wielka paszcza o średnicy prawie 3 metrów najeżona zębiskami, potężne cielsko postawione na 3-osiowych wózkach, a na końcu wlecze się tender od Br50. Wygląda to jak jeden ogromny kloc postawiony na torach. Całość pomalowana jest w niebieski kolor stosowany w pojazdach technicznych na PKP, a wzdłuż całego boku zamontowano mało okrągłe okna, zupełnie jak bulaje na okręcie. Sam pług nie posiadał własnego napędu, musiał być pchany w czasie pracy przez lokomotywy towarzyszące. Swoją drogą taki widok zapierałby dech w piersiach: 2 lokomotywy Ty2 pchające przed sobą ten pług przez potężne zaspy, wszystko spowite dymem, parą i tonami wyrzucanego w górę śniegu 🙂
A szczerze powiedziawszy jeszcze niedawno coś takiego mogło mieć miejsce, bo pług ten do 1992 był sprawny i używano go na szlakach wschodniej Polski, a stacjonował w Lublinie.
Sam wirnik miał napęd parowy. Ciśnienie do 4 cylindrów o mocy 80KM każdy dawał długi na prawie 7 metrów kocioł zabudowany wewnątrz pudła. Węgiel i woda przewożone były w tendrze.
Ciekawie rozwiązano sposób komunikacji z załoga parowozu- tabliczka świetlna z guziczkami i podświetlanymi napisami: stój, stop itd. Proste a skuteczne.
Całe wnętrze jest strasznie ciasne – całość zajmuje wspomniany wcześniej kocioł obłożony rurami, rurkami, zaworami, pokrętłami. W przedniej części zamontowano blok z cylindrami, które rozpędzają wirnik do maksymalnie 160 obrotów na minutę. Nad rotorem zamontowano coś w rodzaju kwadratowej dyszy, którą wylatywał przemielony śnieg. Łopaty wirnika miały regulowany kąt ustawienia.
Mała porcja zdjęć:
I ciasne wnętrze:
Myślę, że warto to miejsce odwiedzić, zarówno dla samych eksponatów, jak i fajnej starej kolejowej atmosfery, która tam wciąż jest wyczuwalna pomiędzy parowozami…













































Jedna myśl nt. „Pług wirowy z Karsznic czyli jak to się robiło kiedyś.”
Adam. Relacja jak zwykle bombowo. Pewnie takich miejsc jest jeszcze wiele ale ostatnio jadąc do Warszawy na stacji w Skierniewicach zauważyłem kilka maszyn, które pewnie ciebie by zainteresowały. A może już nawet tam kiedyś byłeś? 😉
Tu więcej szczegółów:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Parowozownia_Skierniewice