Hejo
Miesiąc po miesiącu coraz bliżej, coraz więcej. Odsłona jakby jubileuszowa, część dziesiąta. W kwietniu minął rok odkąd pociąłem wycinankę. Miał być model odpoczynkowy. Minął rok.
Kto by to liczył. Najważniejsze żeby skończyć, nie? Czy nie?
Na początku odsłony chciałbym serdecznie pozdrowić i uściskać samego projektanta tegoż siódemkowego cudu – Zdzisława Kołodę, którego dane mi było bliżej poznać i zapewne jeszcze niejedne minuty zlecą nam na rozmowie. Pozdrówka Zdzisiu 🙂
Na pierwszy ogień poszły imitacje sprzęgieł typu Alsthom. Tutaj posłużyłem się ścinkami drugiego egzemplarza sprzed lat. Jako, że wydrukowane koła posiadały białą obręcz, a nie powinny, to koła z jednego egzemplarza pomalowałem na czarno, a z drugiego pożyczyłem imitacje sprzęgieł.


Następną rzeczą było wycięcie elementu z obręczą koła oraz przyklejenie do niego okręgu, który tworzy powierzchnię toczną. Aby dekiel z imitacją sprzęgła po przyklejeniu się nie zapadł, wkleiłem w konstrukcję koła dwie poprzeczki. Pomogły mi one uniknąć wklęsłych elementów. Błyszczący srebrny kolor uzyskałem dzięki wykorzystaniu markera Molotow Liquid Chrome.







Silniki trakcyjne wykonałem prosto z wycinanki bez żadnych udziwnień, a do osi wykorzystałem wykałaczki/patyki do szaszłyków. Po nawierceniu patyczków z obu stron – nie na wylot – wkleiłem weń kawałki drucika.







Ostatnim krokiem było złożenie silników, osi oraz kół w całość i to prezentuje się następująco.





Dziękuję za wytrwałość, i do następnego.
P.S. Ojca Założyciela
Tak się przyglądam temu cacuszku i naszła mnie myśl–koncept–wniosek racjonalizatorski. Otóż przed pomalowaniem obręczy tm magicznym metalizerem, można by się pokusić o następujący zabieg: pędzelkiem nałożyć w rant między obrzeżem, a bieżnią koła odrobinę lekko rozrzedzonego wikolu, aby złagodzić przejście między prostopadłymi krawędziami…

