Witajcie Kochani!
To już siódma odsłona buraczanej relacji.
Czas leci, prawda? 🙂
Jeżeli odnieść by się do poprzedniej wiadomości nt. parowozu, to powstało sporo materiału. Jednak tak to jest, gdy się nie ma czasu na to, co by się chciało i trzeba wybierać. Dlatego wolne chwile poświęcam na model i czytanie książek. 🙂 To są moje priorytety, ale nachodzą człowieka takie momenty, w których musi w tej zbitej ziemi znaleźć norkę i poświęcić chwilę na napisanie paru słów.
W części szóstej relacji była jakby zapowiedź tego, co będzie się działo. Kocioł. Idąc za ciosem, dorobiłem drugą połówkę i tak zrodziła się całość.
Należało go teraz jakoś pomalować. Studiując dokumentację taboru Cukrowni Kruszwica postanowiłem ubrać go w zielone ubranko. Kruszwickie parowozy były pomalowane na dwa schematy. Pierwszym schematem był czarny kocioł z czerwonym podwoziem (koła, ostoja) i tak pomalowany był np. parowóz „Las” nr. 9 czy też „Krauss” nr. 22. Drugi schemat przedstawiał zieleń na kotle, jednak z czarną dymnicą oraz czerwone podwozie (koła, ostoja). Barwy takie posiadały „Kapcie” Kp4 nr. 1 i 2 oraz „Henschle” nr. 3 i 6. Nie dam głowy, czy parowozy produkcji WSABP również były tak pomalowane, gdyż nie spotkałem na swej drodze ich kolorowych fotografii. Jednak wybrałem wariant zielony z racji większej atrakcyjności optycznej. 😉
Następnie przyszła pora na wyposażanie kotła we wszelki osprzęt. Aby mniej więcej wiedzieć, co się na nim znajduje, sugerowałem się fabryczną fotografią, którą umieściłem w pierwszej odsłonie relacji. Absolutnie nie twierdzę, że to, co sobie poprzyklejałem, to jest całość jaka znajdowała się w oryginale, jednak mi to wystarczy.
W jednym ze źródeł („Parowozy wąskotorowe produkcji polskiej” autorstwa Bogdana Pokropińskiego) nadmienione jest, że maszyna pracowała do 1968 roku i posiadała oświetlenie naftowe. Nie mam możliwości potwierdzenia czy zaprzeczenia informacji dot. oświetlenia, ale ja postanowiłem swój parowóz wyposażyć w oświetlenie elektryczne. Dodam jedynie, że podobny parowóz, również produkcji WSABP pracujący w Kruszwicy w 1973 r. posiadał reflektory elektryczne i twierdzę to na podstawie dwóch fotografii. 🙂 Oświetlenie w moim parowozie, to reflektory rolnicze (zdaje się typu Ursus), bądź podobne.
Budowa takiego światełka w modelu, to nic nadzwyczajnego. Zasadniczym elementem jest malutki okrąg wycięty z bloku technicznego czy kartonika. Na niego z jednej strony nanosimy kilka warstw kleju. Ja użyłem wikolu, razy 3. W taki sposób powstał odpowiedni owalny kształt.
Gdy przymocowałem światła do dźwigara poddymnicznego i czekałem aż klej zaschnie, to wykonałem w międzyczasie pokrętło do zamka centralnego w drzwiach dymnicy. 🙂 Z drucika. 🙂
Do ukończenia oświetlenia pozostało wykonać soczewki. Przypominam, że z jednej strony reflektora mamy kuper uformowany z kleju. Drugą stronę pomalowałem farbą „aluminiową”, tzn. o srebrnym odcieniu, tak aby się błyszczało. 🙂 Kiedy farba wyschła, to naniosłem na nią dwie/trzy warstwy lakieru błyszczącego, co w efekcie końcowym prezentuje się tak, jak na poniższych fotografiach.
By zasilić reflektory ładunkiem elektrycznym potrzebny był turbogenerator.
Mocując go na dymnicy dotarliśmy do końca siódmej części relacji. 🙂 Do tej pory maszyna prezentuje się tak:
Mam nadzieję, że Was zainteresowałem oraz dziękuję, że wytrwaliście. 🙂
Zapraszajcie znajomych do naszej kartonowej społeczności!
Do zobaczenia!
Pingwin Rico





























