Menu

Obudź w sobie paparazzo – pogadanka o fotografowaniu modeli

29 sierpnia 2023 - Warsztat

(_!_) a nie fotograf!

Zawsze powtarzam, że ze mnie taki fotograf, jak z koziej rzyci trąba*. Cóż, chyba wynika to z faktu, iż znam kilku ludzi profesjonalnie zajmujących się fotografią, i zdaję sobie sprawę jak daleko mi do nich. Nie znaczy to, że nie znam podstaw fotografowania, i tymi podstawami chciałbym się z Wami podzielić, bo wcale nie trzeba wiele, aby fotki naszych modeli zamiast „tragiczne” były „przyzwoite”.

Przygotowujemy „studio”

Studio w cudzysłowie, bo dla większości z nas studiem będzie nasz warsztat, biurko czy stół. Mówi się, że do fotografowania gotowego modelu optymalnym rozwiązaniem jest namiot bezcieniowy, ale można się obyć i bez niego, a do poprawy inscenizacji naszych fotek użyć tego co mamy w domu. Do „obczajenia” mamy dwa tematy: najważniejszy – światło, i wcale nie taki drugoplanowy – tło.

Zazwyczaj robimy szybką fotkę klejonego elementu, ot tak, żeby było do relacji. Na takich fotkach widać warsztat w „pełnym otwarciu” (czytaj bajzel na biurku, kółka z kawy odbite na blacie, redtube na monitorze 😉 i światło z lampki warsztatowej walące na obiekt z góry. Jednym słowem (a może w dwóch słowach) – prezentacyjna porażka. O ile jeszcze można wybaczyć fotki „na szybko przy budowie”, to takie prezentowanie gotowego modelu uważam za barbarzyństwo.

Tło

Namiot bezcieniowy jest fajny, ale drogi, i przy sporadycznym używaniu stanowi inwestycję ciężkiego kalibru. Domowymi sposobami jesteśmy w stanie urządzić sobie namiastkę takiego urządzenia.

Tło wbrew pozorom nie musi być białe, ważne jednak aby było jednolite lub mało pstrokate. Na pstrokatym tle gubią się szczegóły modelu a oko oglądającego szybko się męczy. Jasne modele lepiej jest prezentować na ciemnych tłach (czarne, ciemnoszare, granatowe…), a ciemne modele na jasnym (białe, bladoniebieskie, jasnoszare).

Za parę złotówek można kupić barwione w masie brystole, które ustawimy pod i za fotografowanym obiektem i, w zasadzie, mamy tło z głowy. Można też użyć rozwiniętej rolety okiennej. Ważne, aby miała matową powierzchnię, bo od błyszczącej będzie nam się odbijać lampa błyskowa, czy lampy pomocnicze. Kto ma mały model i szerokie plecy, może w roli tła użyć nawet podkoszulka. Tło układamy jak pokazano na poniższym schemacie.

Oczywiście na fotografii poza samym modelem mogą się pojawić inne przedmioty, które będą punktem odniesienia dla pokazania jaki nasz model jest mały/duży. Bardzo często na fotkach modeli pojawiają się groszówki modelarskie, ale można też model postawić na pudełku od zapałek lub położyć przed modelem skalpel albo słoiczek farbki modelarskiej.

Dixit Deus, fiat lux, et facta est lux**

Światło to podstawowa podstawa w fotografii. Nie dość, że światło być musi, to dobrze jest, jeśli go odpowiednio ustawimy. Teoretycznie najlepszym źródłem światła białego jest słońce. Co ciekawe, światło słoneczne nie zawsze nadaje się do fotografowania modelu. Ostre światło padające w południe z bezchmurnego letniego nieba pionowo od góry na nasz model to wręcz katastrofa. Ale my będziemy dziś mówić o sztucznym oświetleniu w naszym zaimprowizowanym studiu fotograficznym.

Większość aparatów fotograficznych, a także smartfonów, jest wyposażonych we własne lampy błyskowe i potrafi doświetlić sobie fotografowaną scenerię przy deficycie światła. Nie jest to jednak rozwiązanie najszczęśliwsze. Znacznie lepiej, kiedy fotografowany obiekt jest na tyle dobrze oświetlony, że nie trzeba używać ostrego światła lampy błyskowej walącej wprost na rzeczony obiekt. Co zatem zrobić???

Zaświećmy całe oświetlenie sufitowe w naszym pokoju i rozejrzyjmy się po domu, czy nie mamy lampek biurowych, kreślarskich itp., przynieśmy je przed naszą scenerię i ustawmy niech świecą jak na poniższym schemacie. Najlepiej gdyby to było światło o odcieniu neutralnym lub lekko ciepłym, idealnie zaś o temperaturze barwowej 5500k i CRI powyżej 90-95.

Zdaję sobie sprawę, że mało kto trzyma w szufladzie softboksy, zatem postarajmy się nieco rozproszyć światło lampek, na przykład umieszczając przed nimi np. kalkę kreślarską, biały papier do pieczenia lub prześwitującą tkaninę.

Oświetlamy nasz model pod pewnym kątem z boków (30 – 60 stopni) z przodu i lekko od góry. Można też po bokach dodać elementy, które odbiją światło (białe kartki) i skierują łagodne odbite światło na model. Takie elementy nazywamy blendami. W ten sposób uzyskamy miękkie oświetlenie naszego modelu. Ostre światło powoduje zbyt duże kontrasty na fotce, a to jest niepożądane.

A teraz wyleci ptaszek…

Skoro już mamy dobrze oświetlony model, możemy przystąpić do fotografowania. Przy mocnym świetle, czasy naświetlania będą na tyle krótkie, że znika konieczność używania statywu, a zdjęcia robione „z ręki” nie będą poruszone, rozmazane czy nieostre,

Czym by tu…?

Wielu powie „dziś już nikt nie robi zdjęć aparatem, przecież każdy ma smartfona”, i gdzieś jest w tym ziarnko prawdy, lecz jest zbyt wiele „ale” towarzyszących temu stwierdzeniu, żeby odejść na dobre od aparatów fotograficznych. O ile fotki ze smartfona oglądamy na małym ekranie tegoż smartfona właśnie – nie ma tragedii. Ale jeśli chcemy to oglądać w powiększeniach i na monitorze, to może się okazać, że wiele smartfonów robi słabe fotki, choć mają pierdylion megapikslów, a pan „ekspe-rt-dient” przy podpisywaniu umowy o abonament telefoniczny powiedział, że wszyscy profesjonaliści robią fotki takim telefonem.

Smartfony (a przynajmniej te z niższej i średniej półki) przewidziane są do robienia selficzków, albo portretów aktualnie pałaszowanego obiadku, które to fotki każden jeden szanujący się fejzbóczanin MUSI zamieścić we internetach, przynajmniej raz dziennie. Dlatego okazuje się, że kiedy fotografujemy coś innego, to mamy fotki zniekształcone (dystorsja jak poduszka albo beczka), powierzchnie są rozmywane przez jakieś wbudowane „artifikszalinteligentne” filtry do usuwania niedoskonałości skóry, a koła wagonu są powiększone przez specjalny „ficzer” do powiększania oczu. Powiało nieco sarkazmem, ale oddaje to istotę problemu.****

Jeśli jednak Twój smartfon potrafi zrobić ostre, mało zniekształcone (bez dystorsji) fotki, nie używając przy tym automatycznych filtrów i innych „inflółęserskich must-have’ów” – fotografuj smartfonem.

Myślę, że jeśli pogrzebiecie w przepastnych czeluściach szuflad lub pudeł na strychu, to odnajdziecie kompaktową cyfrówkę (z matrycą powyżej 4 Mpx) – tak popularną jeszcze 10 lat temu, a używaną głównie do robienia fotek imprez rodzinnych i pierdyliona ujęć raczkujących latorośli. Kompakty miały od smartfonów większe obiektywy, pozwalające na dobre przybliżenia (zoom optyczny z reguły 3×). Niestety, zdarzało się w wielu aparatach tego typu, że przy słabym świetle ich matryce miały tendencje do „siania” (zauważalnej kolorowej mozaiki na płaszczyznach o jednolitym zabarwieniu). My jednak mamy dobrze oświetlony model, więc nie powinno być na fotkach żadnej mory ani ziarna.

Jeśli ktoś ma nieco mocniejsze zapędy ku fotografii, to na rynku wtórnym może kupić całkiem przyzwoicie utrzymaną kilku-/kilkunastoletnią cyfrową lustrzankę za kilkaset złotych, a może uda się okazyjnie dopaść fajnego bezlusterkowca. Myślę, że taki wydatek zwróci się pod postacią łatwości pracy z aparatem, jakości fotek oraz możliwości, jakie daje aparat z seryjnym obiektywem o zmiennej ogniskowej z przedziału 20–70 mm. Sprzętu jest sporo, firm kilka. Myślę, że każdy chętny znajdzie coś dla siebie, a przy odrobinie szczęścia/nieszczęścia wkręcimy się w fotografowanie kolei w skali 1:1, albo nawet w kolejową fotografię artystyczną.

Czy zrobić dziubek do selficzka?

Przygotowując galerię modelu musimy pomyśleć o zrobieniu kilku zdjęć w ujęciach na wprost (oba czoła, oba boki, dach); kilku po skosie (czoło z bokiem) oraz kilku zbliżeń ze szczegółami, pamiętając jednocześnie, że tryb makro wyolbrzymi wszystkie niedoskonałości modelu. Starajmy się ujęcia robić tak, aby model zajmował większą cześć kadru, jednocześnie zostawiając odrobinę tła wokół modelu.

A teraz znów coś przeciwko smartfonom.**** Niektórzy już przywykli do pionowego układu zdjęć, bo tak pokazuje im świat trzymany w garści smartfon. Bolesne realia są jednak takie, że widzimy więcej „po szerokości” niż „po wysokości”. Gdyby Bogowie chcieli, żebyśmy widzieli w pionie, to mielibyśmy jedno oko nad drugim! Przeważnie też na tabor spozieramy od boku, więc widzimy go w planie szerszym, niż wyższym. Większość fotek powinna być „leżąca” – „horyzontalna” – „pozioma”.

Na powyższej ilustracji oba szare prostokąty mają te same rozmiary, na którym lepiej widać obiekt?

Postprodukcja

Stosując się do porad z poprzedniego rozdziału zrobiliśmy dobre zdjęcia. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby były jeszcze lepsze, dlatego poddamy nasze fotki drobnej obróbce – teraz będą bardzo dobre! 😉

Fotoszopą go!

Aparaty różnie zapisują zdjęcia, ale generalnie można te sposoby podzielić na dwa: RAW i JPG. RAW to surowe plik z obrazem, bez kompresji – więc wielki, a bywa, że przestrzeń kolorów jest inna od tej używanej w fotkach na stronach internetowych. Dlatego pliki RAW poddajemy wstępnej obróbce zwanej „wywoływaniem cyfrowym”. Służą do tego celu wyspecjalizowane programy: Adobe Lightroom, AfterShot Pro, (komercyjne), RawTherapee, Darktable (darmowe). W tych programach możemy poprawić kolorystykę fotek , wykadrować, wyprostować i wyeksportować do formatów ogólnie stosowanych: JPG, TIFF, PNG.

Drugą opcją zapisywania obrazu w aparacie jest JPG. Takie fotki mają za sobą obróbkę wstępną – dzieje się ona w procesorze aparatu, na ustawieniach domyślnych zaproponowanych przez producenta. Mamy więc obrazek, który możemy wrzucić do internetów nawet bez postprodukcji. Ale postprodukcję warto wykonać. Nie powiem wam w jakim programie robić, bo programów do edycji obrazków jest baaaardzo wiele. Poszukując narzędzia dla siebie weźmy pod uwagę: cenę, możliwości, system operacyjny, a na koniec opinie specjalistów. Na koniec, bo w internetach często pojawia się fetyszystyczne stwierdzenie: „Prawdziwi profesjonaliści pracują tylko na fotoszopie!”. Co oczywiście jest dużym nadużyciem. Wielu profesjonalistów używa innego oprogramowania, a rezultaty ich pracy są często o niebo lepsze od adobowych fetyszystów.

Nasze narzędzie powinno udostępniać przynajmniej poniższe narzędzia:

Jak zapewne większość z Was się domyślna, PAINT TEGO NIE POTRAFI!

Ja do pracy ze zdjęciami używam kilku programów: RawTherapee (do wywoływania RAW-ów, prostowania, kadrowania), digiKam (do zrzucania zdjęć z aparatu, katalogowania, postprodukcji nie moich jpg-ów, zmiany rozmiaru, nakładania znaku wodnego), Gimp, Krita, Photoshop CSII (do innych manipulacji obrazami). Co nieco napisałem o tym w tym wpisie.  Poza Photoshopem wszystkie te programy są darmowe (open source) i działają na większości systemów operacyjnych (u mnie: Kubuntu + Windows XP w wirtualnej maszynie). Ale Ty możesz mieć zupełnie inny zestaw narzędzi, jest w czym wybierać!

Zatem mamy fotki zgrane z aparatu do komputera, do dalej?

Bielszy odcień bieli, czyli o kolorach słów kilka

Na początek popracujemy z kolorami. Często się zdarza, że fotka jest zbyt: zielona, żółta, niebieska… nawet to co białe mamy na fotce kolorowe. Wynika to z tego jak oświetliliśmy naszą scenerię, jaki jest dominujący kolor naszej scenerii, jak nasz aparat oblicza sobie gamę kolorów, etc. Możemy to w miarę szybko poprawić zmieniając balans bieli. W niektórych programach mamy listę ustawień (światło dzienne, światło jarzeniowe, światło żarówki, półcień, …), czasem są suwaki, a czasem próbnik białego, a czasem tylko tryb „Auto”, gdzie program sam próbuje automatycznie ustalić co na zdjęciu jest białe i zmienia resztę kolorów podle tego wyboru – to może być zdradliwe.

Dla osób najmniej obytych z magią kolorów najwygodniejszym narzędziem będzie próbnik białego. Wybieramy to narzędzie, a następnie klikamy nim na takie miejsce naszego obrazka, gdzie mamy najjaśniej oświetlony teoretycznie biały element. Na naszej fotce będzie on miał lekkie zabarwienie. Na podstawie tego wskazania program policzy sobie różnicę między białym a kolorem na obrazku i odkoloruje cały obrazek.

Wiele aparatów ma możliwość zmiany balansu bieli w swoich ustawieniach – warto z tym poeksperymentować, żeby mieć mniej roboty przy postprodukcji.

Poziomo-pionowe poziomy

Jasność i kontrast naszego obrazka możemy regulować suwaczkami narzędzia „Jasność/kontrast/nasycenie” ale wymaga to wprawy i wyczucia.

Myślę, że szybciej i wygodniej jest dostosować poziomy. W większości programów graficznych to narzędzie wygląda niemal tak samo. Ma suwaki poziomów wejściowych, poziomów wyjściowych oraz histogram (wykres przypominający pasmo górskie) powyżej suwaczków.

Jeżeli na naszym obrazku „pasmo górskie” nie sięga od lewego do prawego brzegu wykresu, to znaczy, że na obrazku mamy zbyt mało ciemnych lub jasnych obszarów. Przesuwając suwaczki poziomów wyjściowych tak, aby sięgały początków zboczy górskich, znacząco poprawimy nasz obrazek.

Przed korekcją poziomów
Po korekcji poziomów

Ta metoda działa w 90% przypadków, bo jeśli sfotografowaliśmy coś bardzo jasnego na białym tle (albo ciemne na czarnym), to wykonując wyżej wymieniony zabieg, zrujnujemy sobie obrazek wprowadzając sztucznie czernie i ciemne szarości (lub rozświetlimy wszystko ponad miarę).

To się zgło, i trzeba wyprościć.

Ważną sprawą jest, aby nasze fotki były proste – znacznie lepiej się takie obrazy odbiera. Narzędziem do obracania obrazu o dowolny kąt (w różnych programach różnie się tym steruje) musimy nasz obraz tak obrócić, aby najmocniejsze linie (główka szyny, krawędź dachu, krawędź czoła wagonu najbliższa obiektywowi) były pionowe lub poziome.

Jak przyciąć fotki?

Nie zawsze kompozycja naszego obrazka jest fajna. Czasem jest za dużo tła wokół, albo tylko z jednej strony. Jak przyciąć (wykadrować) takie zdjęcie? Na plasterki! powiedziałby każdy porządny Zbójcerz***! 😉

O tym jak kadrować zdjęcia powstało wiele poradników. Opowiadają one o trójpodziałach, złotych środkach, ciągach Fibonacciego… Myślę, że najprościej w naszym przypadku jest wykadrować tak, aby nasz model zajmował centralną pozycję na obrazku, jeśli został fotografowany na wprost.

Jeśli mamy model fotografowany po skosie, dobrze jest zostawić odrobinę więcej tła po tej stronie, gdzie widać czoło pojazdu.

Jeżeli robiliśmy makro na jakieś szczegóły, to kadrujemy tak, aby więcej było obszaru ostrego, niż nieostrego.

Jak powiada pewien mędrzec (Miszcz Modelarstwa): „zakończyliśmy finalnie” naszą pracę. Teraz możemy nasze fotki publikować w internetach.

A jeśli ktoś chce się bardziej zagłębić w temat, polecam niniejszy artykuł (j. angielski), choć mówi o fotografowaniu figurek, przyda się i modelarzom kolejowym.

Podziękowania

Wielkie podziękowania należą się mojemu koledze, figurkarzowi i fotografowi Pawłowi Świątkowi za konsultacje z dziedziny fotografii!

* A tym czasem…

** Gen 1,3 „Powiedzioł Pon Bócek łoświeć się, i się łoświeciło.” – opis literacki pierwszego użycia włącznika światła.

*** Zbójcerze to drużyna huncwotów, hultajów, urwipołciów, urwisów, szelm, łobuzów, gałganów i nicponi opisana szeroko w historycznych książkach o dziejach Kajka i Kokosza, a napisanych przez Janusza Christę. Książki te były bardzo popularne w drugiej połowie XX wieku.

**** Jestem straszną konserwą i dobrze mi z tym! Stary człowiek też może! A jak się komuś nie podoba, to po wikińsku: toporem mu w łeb! FVCK TIK-TOK!!! FVCK PAINT!!!

Jedna myśl nt. „Obudź w sobie paparazzo – pogadanka o fotografowaniu modeli

Borysio

Na wstępie zastrzegasz się żeś nie fotopstryk. No może nie portrecista, czy taki co to misski fotografuje na wybiegu, ale śmiem twierdzić, że zawodowy fotograf, nie mający do czynienia z modelami, takiej lekcji by nie udzielił.
To świetny poradnik jak fotografować modele, części, detale.
To powinna być obowiązkowa lektura dla każdego, kto zamierza publikować swoje modelarskie wypociny.
Mimo, iż na bieżąco fotografuję i publikuję swoje prace, to znalazłem w Twoim poradniku kilka cennych rad, które wykorzystam.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udowodnij, że nie jesteś robotem *

Secured By miniOrange