Od dawna już jestem zdania, że sprzęt powinno się dobierać uwzględniając trzy czynniki: nasze potrzeby, nasze możliwości warsztatowe oraz nasze możliwości finansowe. Tyczy się to narzędzi do majsterkowania, komputerów, samochodów… sprzętu do fotografowania również. Dziś porozważamy sobie, co tak na prawdę przyda się modelarzowi do fotografowania.
Co i jak fotografuje modelarz?
Po pierwsze, modele własne, czy to pojedynczo, czy na makiecie. Jak fotografować modele pisałem jakiś czas temu, natomiast na makiecie modele fotografujemy podobnie, jakbyśmy fotografowali tabor na żywo – poza modelem uwzględnimy także scenerię, a może i pokusimy się o jakieś zabiegi artystyczne.
Po wtóre: tabor na żywo. Jak już kiedyś wspominałem, tabor fotografujemy głównie jako dokumentację. Robimy rzuty pojazdu (o ile to możliwe – obu czół i obu boków pojazdu) fotografując w ustawieniu na wprost pojazdu mierząc doń prostopadle.
Troszkę teorii fotografowania
Fotografowanie to nie „pstrykanie fotek”, lecz przemyślane utrwalanie obrazu za pomocą obiektywu i materiału światłoczułego. Aby móc robić przemyślane fotki, trzeba choć troszkę orientować się w teorii fotografowania.

Ktoś mógłby powiedzieć, że dzisiejsze nowoczesne aparaty/telefony mają tyle bajerów, ej-ajów i systemów wspierających fotografa, że wystarczy tylko pstrykać. To twierdzenie tylko po części jest prawdziwe. Otóż oprogramowanie nowoczesnych aparatów jest zaprojektowane tak, aby dobrze sobie radzić w większości typowych sytuacji. Niestety w specyficznych okolicznościach scenerii, czy oświetlenia, nawet najlepsze ajfony czy inne ej-aje po prostu się pogubią i narobią głupot (tyczy się to także aparatów profesjonalnych).
Musimy pamiętać, aby nie robić fotek pod światło, żeby nie ruszać ręcyma przy fotografowaniu bo nawet stabilizacja obrazu (czy to matrycy, czy obiektywu) ma ograniczone możliwości. Musimy pamiętać, aby dobrze oświetlić scenę, aby pozbyć się ziarna, zbyt dużych kontrastów itd…
Przy naszej pracy potrzebujemy sobie zdawać sprawę z tego jak na nasze fotki wpływają:
- ogniskowa obiektywu – wyrażana w mm zdolność układu optycznego do skupiania światła, ma fundamentalny wpływ na szerokość kąta widzenia;
- przysłona – stosunek ogniskowej do średnicy otworu obiektywu, ma fundamentalny wpływ na głębię ostrości zdjęcia.
Ogniskowa a odległość od obiektu
Fotografując tabor będziemy się poruszać w różnym terenie. Czasem stojąc dość daleko od wagonu sennie spoczywającego na bocznicy, a czasem naszą odległość od niego będzie ograniczać szerokość peronu.

Aby nasz wagon zajął taką samą część kadru z bliska (sytuacja nr 1), należy stosować obiektyw o krótszej ogniskowej, a przy dalszych odległościach zastosujemy dłuższą ogniskową (sytuacja nr 3).
Ogniskowa a kompresja perspektywy
Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że przy różnym kącie widzenia perspektywa obrazka będzie się inaczej schodzić. Im bliżej jesteśmy obiektu (krótsza ogniskowa) tym perspektywa będzie się bardziej kompresować (schodzić pod większym kątem). Poniższy obrazek ukazuje nam trzy kadry z obiektem głównym (niebieska kostką) oraz obiektem nieco dalszym (czerwony teownik), odrobinę wyższym od obiektu głównego.

Należy pamiętać także o tym, że im szerszy mamy obiektyw tym większe zjawisko dystorsji występuje na naszych fotkach i ciężej się tego efektu pozbyć, abyśmy otrzymali proste i nie ponaciągane obiekty na fotografii. (Była już o tym mowa tutaj).

Przyjmuje się następujący podział ogniskowych: 35 – 70 mm to normalne ogniskowe (obiektywy standardowe), poniżej 35 mm to ogniskowe krótkie (obiektywy szerokokątne), a powyżej 70 mm to teleobiektywy – wąskokątne.
Przysłona a głębia ostrości
Zauważyliście zapewne, że nie wszystko na fotce jest ostre, jeśli fotka ukazuje kilka planów. Obiekty blisko aparatu oraz daleko są nieostre, a to co znajduje się „w połowie odległości” jest ładnie i ostro ujęte. Dzieje się tak, ponieważ układ optyczny ma pewną głębię ostrości, czyli przedział odległości przed i za którymi obraz ostry nie jest. Trzeba wiedzieć, że obiektywy szerokokątne (o krótkich ogniskowych) mają tę głębię większą od teleobiektywów (długie ogniskowe).
Ten sam obiektyw może nam dać obrazki o różnej głębi ostrości, a to dla tego, że wraz ze zmniejszaniem otworu (zwiększaniem liczby f) zwiększa man się głębia ostrości na obrazku. W naszej pracy będziemy w zasadzie korzystać głównie z przysłon z przedziału 6,3 – 14. Dalsze pomniejszanie otworu przysłony może prowadzić do utraty ostrości (tak tak, ostrość zależy też od przysłony i jest to zależność inna dla każdego obiektywu)1, oraz drastycznego ograniczenia światła padającego na matrycę, a co za tym idzie, konieczność wydłużenia czasu naświetlania, a co za tym idzie możliwość poruszenia zdjęcia, jeśli fotografujemy „z ręki”.
Czym można fotografować?
Cóż, możliwości mamy kilka, a jednoznacznej odpowiedzi – oczywiście nie ma. Każdy musi sobie sprzęt dobrać pod siebie. Moje przemyślenia są tylko sugestią, którą możesz wziąć pod uwagę, ale nie musisz. Wioski Ci za to nie najadę, chomika nie spalę ani stodoły nie zgwałcę. W moich rozważaniach jednak opieram się na pewnym doświadczeniu (troszkę już fotografuję) oraz racjonalnym myśleniu (myślenie jeszcze nie sprawia mi bólu).

Telefon (I)
Gama smartfonów dostępnych na rynku jest przeogromna. Wiele z nich reklamuje się jako „telefon dla fotografa” – ot, taki chwyt marketingowy. Malutkie matryce o pierdylionie megapikseli mają zachęcić do kupna i „cykania fotek” nawet gospodynie domowe z dolnego Kiribati. Sęk w tym, że aparaty w smartfonach mają specyficzną budowę, która sprawdza się w pewnych zastosowaniach, a w pewnych nie bo… fizyki nie przeskoczysz.
Owszem, wiele tzw. flagowców dysponuje przyzwoitą optyką (na ile to możliwe przy tak małych rozmiarach urządzenia) oraz przepotężnymi programami do obróbki i poprawiania fotek. Pytanie tylko ilu z nas kupi sobie taki telefon za kilka tysiaków po to, żeby fotografować od czasu do czasu sklejony model albo lokomotywę na dworcu w Koluszkach? No i czy chcemy fotografować to, co widzimy, czy to, co „sztuczna inteligencja” uzna za to, co chcemy zobaczyć? Jakość fotografii możemy szybko sprawdzić krzycząc: „Pokaż RAW-y!” – czyli zapis tego co zobaczyła matryca, a nie tego co urządzenie nam chce pokazać. Założę się, ze w 95% przypadków średnia lustrzanka/bezlusterkowiec pobije nowoczesny smartfon w takich zawodach.
Jeśli zdecydujesz się na fotografowanie telefonem, musisz pamiętać, że masz w nim obiektywy o krótkich ogniskowych. Musisz też pamiętać, że małe matryce szumią bardziej od dużych i przy słabym świetle na obrazku wyjdzie nieciekawa pikseloza.
Do telefonów można dokupić różne dodatki optyczne pozwalające zmienić ogniskową telefonu do robienia fotek makro, czy też tele. Nie próbowałem tego nigdy – nie mam wyrobionego zdania. Może ktoś z Was ma takie ustrojstwa i chciałby się podzielić wrażeniami – piszcie w komentarzach. Spróbować zawsze warto.
Oczywiście telefon masz prawie zawsze przy sobie, jest on mniejszy niż aparat (nawet kompaktowy), no i od razu możesz posłać fotkę na insta czy fejzbóczka. To niepodważalna zaleta telefonu w porównaniu do klocowatego i pozostającego offline aparatu.
Jeśli poza ekranem telefonu nie oglądasz fotek, nie drukujesz powiększeń, żeby przestudiować detale obiektu, to… możesz skończyć czytać ten artykuł tutaj.
Aparat kompaktowy (II)
Aparaty kompaktowe są na rynku od bardzo dawna, choć ostatnimi czasy zostały dość mocno wyparte z użycia przez telefony właśnie. Są nieduże (takie do kieszeni marynarki), mają niewymienne obiektywy (często ze zmienną ogniskową – zoom), oferują często tematyczne tryby pracy (dobierając warunki pracy tak, by wygenerować obrazki w odpowiednio przewidzianym stylu). Niektóre potrafią zapisywać pliki RAW. Przeważnie pracują z niewielką matrycą o dość sporej rozdzielczości (nawet do 24 MPix). Przeważnie mają też wbudowaną mini lampkę błyskową – ma ona za zadanie oślepić fotografowane osoby wywołując na ich twarzach grymas ;).
Aparatem takim można robić dobre zdjęcia, trzeba go jednak wyczuć, zrozumieć ile potrzebuje światła, kiedy włączy swoją lampkę, a kiedy podniesie czułość matrycy tak, że zaszumi nam obrazek.
Niektóre z kompaktów mają dość dobre obiektywy, ale wiele z nich ma małe soczewki na końcu krótkich wysuwanych tubusików, co nie zapewni nam dużej ostrości fotek. Na niektórych – podobnie jak na smartfonach napisano jakieś brednie o zoomie cyfrowym. Otóż nie ma czegoś takiego jak zoom cyfrowy2, to bajer wymyślony tylko po to, żeby było czym nęcić nieświadomych klientów.
Aparat systemowy
Jakie są aparaty systemowe? To takie, do których przewidziano wymienne obiektywy, lampy błyskowe itd… Do wyboru mamy kilka systemów. Ja pracuję z Nikonami, ale są też: Sony, Canon, Pentax Fuji… a jak ktoś ma zatrważającą liczbę srebrników na koncie, to może sobie sprawić Hassleblada.
Dziś rynek przejmują aparaty bezlusterkowe. Fajny sprzęt, mający ogromną ilość bajerów usprawniających pracę, niestety dość drogie. Lustrzanki niby są w odwozie (co raz mniej jest ich produkowanych), jednak nie przestały robić dobrych zdjęć tylko dla tego, że pojawiły się bezlusterkowce. Wiele używanych lustrzanek i osprzętu do nich trafiło w bardzo dobrym stanie na rynek wtórny, i można dziś kupić bardzo dobry aparat za niewygórowane pieniądze. Zarówno lustrzanki jak i bezlusterkowce mają swoje mocne i słabe strony. Po prostu trzeba się rozglądnąć przed dokonaniem wyboru.
Aparaty systemowe są mniej poręczne od telefonu czy kompaktu, za to oferują dużo więcej możliwości oraz lepszą jakość fotek.
Aparat dla początkujących (III)
Przeważnie nieduże, ale dobrze wyprofilowane body (korpus) wyposażone jest w ekran oraz wizjer. Na przełączniku (najczęściej pokrętle) trybów pracy mamy tryby: P, S, A, M, „auto” oraz programy tematyczne (makro, portret, pejzaż i inne takie). Dostępne mamy jedno pokrętło sterowania (przysłoną, czasem czy wyborem ustawień nastawianych). Aparaty dla amatorów są wyposażone w wysuwaną lampkę błyskową, która jednak częściej przeszkadza, niż się przydaje, bo prześwietla pierwszy plan, jest słaba i nie doświetla tyłu, pogłębiając cienie i kontrasty. Oślepia równie wspaniale, jak ta z kompaktu. Mamy tu jedno gniazdo na kartę pamięci i prawie nigdy nie mamy uszczelnień. Wiele z amatorskich aparatów ma świetne matryce, niestety zawsze sprzedawane są z kiepskim obiektywem – zazwyczaj czymś z przedziału 18–55 mm, niezbyt ostrym, ciemnawym (wysoka liczba przysłony f). U Nikona to np. lustrzanki z serii D3xxx lub d5xxx, u Canona EOS 6xxD
Aparat półprofesjonalny/zaawansowany (IV)
Wzmocniony korpus, wyposażony w uszczelnienia. Często dwa sloty na karty pamięci. Lepszy wizjer niż w aparatach amatorskich. Z wybieraka często znikają tryby tematyczne (czasem są dostępne jako jedna pozycja, na wybieraku, a temat wybierany jest pokrętłem sterowania), a pojawiają się programowalne ustawienia użytkownika. Mamy tu już dwa pokrętła ustawień (osobno dla czasu i przysłony, oraz do zmian ustawień poszczególnych funkcji aparatu). W tych aparatach na wierzchu obudowy pojawia się wyświetlacz ustawień (ciekłokrystaliczny zazwyczaj). Niektóre modele mają jeszcze wbudowana lampkę błyskową. Sprzedawane są bez obiektywu lub z nieco lepszym obiektywem kitowym (większy zakres ogniskowych, ostrzejszy, ale nadal ciemnawy) czasem z jakimś jasnym stało ogniskowym np. 50 mm f1,8. U nikona to będą serie D7xxx oraz d5xx, u Canona EOS xxD.
Aparat profesjonalny (V)
To już prawdziwe wielkoludy. Duże wzmacniane (czasem całkowicie metalowe) korpusy, z kompletem uszczelnień. Świetne wizjery, często z zasuwką do fotografowania ze statywu. Na wybieraku próżno szukać programów „auto” czy tematycznych, mamy P, S, A, M i predefiniowane banki ustawień użytkownika. Nie ma też wbudowanej lampki (profesjonalista potrafi obsługiwać zewnętrzne systemy oświetlenia). Tu mamy dwa pokrętła sterowania, a w niektórych modelach z dodatkowym uchwytem do fotek pionowych są one i spust migawki powtórzone na gripie pionowym. Matryce są lepsze od tych w kategoriach niższych, często mamy do dyspozycji szybszy procesor. Dwa sloty na karty pamięci – obowiązkowo, często na szybkie ale drogie karty typu CF Express. Te aparaty sprzedaje się bez obiektywu lub z dość jasnymi zoomami 24 – 105 f4. To spore i ciężkie obiektywy. Różnice w wielkości aparatu profesjonalnego i amatorskiego widać na zdjęciu sprzętu foto.
Obiektywy
Jeśli zdecydujesz się na aparat systemowy, trzeba będzie dobrać do naszych potrzeb jakiś obiektyw.
Wielu fotografów powie „Potrzebujesz jasną stałkę!”, inni powiedzą „Tylko komplet zoomów od 18 mm do 200 mm”, jeszcze inni „Kitowy jest do kitu!”. Wszyscy mają rację i wszyscy jej nie mają.
Obiektywów jest baaaaardzo wiele. Mają różne ogniskowe, różną jasność, różne systemy dodatkowe (autofocus, stabilizacja). Na potrzeby naszych rozważań podzielimy sobie obiektywy na dwa typy.
Stało ogniskowy
To taki obiektyw, który ma tylko jedna ogniskową i siłą rzeczy najlepiej się nadaje do jednego zastosowania. Szersze do krajobrazów i wnętrz, „Pięćdziesiątki”, niby uniwersalne, ale raczej do fotografowania grup ludzi i niedużych obiektów, „Osiemdziesiątki” do portretów… Stałoogniskowe obiektywy są o wiele jaśniejsze od zoomów (mają szerszy otwór przesłony) przez co piękniej rozmywają tło. Tylko, czy nam o to chodzi? Jeśli nastawiamy się na jakieś artystyczne fotki, to i owszem. Ale jeśli nastawiamy się na dokumentowanie naszych prac, czy fotografowanie taboru, to już nam ta cecha niespecjalnie się przyda.
Zoom
„Zomm służy do przybliżania!” powie zapewne większość ludzi na tym globie. „A gówno prawda!” – powie człowiek, który choć trochę orientuje się w temacie fotografii. Zoom to nic innego jak zmiana ogniskowej, to zasię pociąga zmianę kąta widzenia i zmianę kompresji perspektywy.
Z racji swojej budowy obiektywy zmiennoogniskowe są większe ale i ciemniejsze (mają mniejszy otwór przesłony – większą liczbę f). Są za to bardziej uniwersalne, gdyż nie musimy żonglować obiektywami, aby zmienić ogniskową, bo nasz obiekt jest bliżej, czy dalej.
Najprostsze kitowe obiektywy są po prostu słabe. Ogniskowe w przedziale 18 – 55mm, ostrość taka sobie, często słaby autofocus. Do naszych potrzeb brakuje trochę dłuższych ogniskowych. Mamy jednak do dyspozycji nieco lepsze obiektywy zarówno systemowe (Nikony czy Canony), ale i producentów niezależnych (Tamron, Sigma, Tokina…), gdzie znajdziemy dużo ostrzejsze szkła o ogniskowych 20 – 120 mm. W sumie to nawet kitowe obiektywy do aparatów ze „średniej półki” są dużo lepsze optycznie od tych najprostszych. (Np. Nikkor DX 18–105 VR jest bardzo ostry jak na kitowy obiektyw).
Co poza tym?
Czy sam aparat wystarczy? Teoretycznie tak, aczkolwiek kilka dodatkowych sprzętów znacznie poprawi nam warunki pracy i jakość fotek.
Źródło światła
Pisałem już poprzednio o tym, że fotografia potrzebuje sporo światła. Możemy niby fotografować tylko w jasne dni, ale co, jeśli akurat nie ma takich warunków? Trzeba będzie scenę doświetlić bądź to lampą błyskową, bądź stałą mocną lampą.
Można używać wbudowanej lampki błyskowej, ale aby dawała mniej ostre światło – a tym samym aby nie tworzyły nam się jakieś głębokie cienie czy niepotrzebne kontrasty na obrazku – jej światło trzeba zmiękczyć jakimś dyfuzorem. Można kupić takie dyfuzory (koszt max 40 złociszy), albo zrobić sobie coś we własnym zakresie. Grunt, aby światło było zmiękczone.
Można też zaopatrzyć się w jeden, dwa panele LED (koszt około 100 – 300 zł). Takie nieduże będziemy raczej używać do oświetlenia modelu, a nie lokomotywy stojącej 20 metrów od nas, niemniej jest to bardzo pomocne urządzenie.
Zewnętrzna lampa błyskowa, którą możemy zamontować na stojaku bądź na gorącej stopce naszego korpusu, to już wydatek rzędu od 400 zł, jednak da nam mocniejsze światło od małych paneli LED. Na lampę też dobrze jest założyć dyfuzor. Taka lampa pomoże nam doświetlić scenę przy fotografowaniu taboru w ponure dni lub w jakichś pomieszczeniach.
Statyw
Przydatnym urządzeniem może się okazać statyw. Kiedy jest mało światła, nie mamy lampy, a potrzebujemy zrobić nieporuszona fotkę, ustawiamy aparat na statywie i możemy robić zdjęcia nawet przy dość długo otwartej migawce. Jeśli nie mamy bardzo ciężkiego aparatu, to statyw za 100 – 150 zł spokojnie nam wystarczy.
Trzeba tylko pamiętać, że fotografując na statywie musimy wyłączyć stabilizację obrazu w obiektywie.
Wnioski i przemyślenia
Jeśli dotrwałeś/aś do tego momentu, to gratuluję. Nie przypuszczałem, że tekst będzie aż tak długi. Teraz przedstawię mój punkt widzenia, z którym nie musisz się zgodzić, wszak nasze warunki i przyzwyczajenia mogą się bardzo różnić.
Otóż moim zdaniem modelarz-mikol w zupełności zadowoli się przy swojej pracy albo dobrym kompaktem z dużym szkłem i przyzwoitą matrycą, albo aparatem systemowym klasy amatorskiej z przyzwoitym zmiennoogniskowym obiektywem. Budżet rzędu 1500 – 2000 złotych spokojnie wystarczy na zakup sprzętu z drugiej ręki. Będziemy mieli w ten sposób wyposażenie, które przez kilka lat nam posłuży robiąc obrazki dobrej, a nawet bardzo dobrej jakości.
Jeśli zdecydujesz się na telefon, to celuj raczej w te flagowe. Budżetówki mają po prostu słabą optykę, słaba elektronikę i słaby soft. Czy w takim przypadku wystarczą dwa tysiaki?
Jeśli poza modelami i pociągami robisz inne fotki… to już inna historia! 😉
P.S. Coś dla painciarzy
Sprzętem odpowiednim do fotografowania modeli „zaprojektowanych” w Paincie (a, przypominam, że Paint to zło!) jest aparat oferowany na tej stronie. Ma rozdzielczość 0,03 megapikseli i robi fotki w ograniczonej liczbie kolorów.

Coś mi się zdaje, że nie będą go dodawać za darmo do Łindołzów 😉
- Ostrość obiektywu w zależności od wybranej przysłony możemy sprawdzić w serwisie optyczne.pl, gdzie przetestowane zostało multum obiektywów, i dla każdego sporządzono specjalny raport zawierający między innymi wykres zależności ostrości od przysłony. Na rysunku poniżej taki wykres dla wspominanego w tekście obiektywu Nikkor DX 18-105 VR.
↩︎ - Zoom cyfrowy nie polega na zmianie ogniskowej, tylko na wycięciu środkowej części obrazka, pomnożeniu każdego piksela razy dwa i uśrednieniu przejść tonalnych między pikselami. Kompresja perspektywy zostaje ta sama, choć na obrazku widać mniej, no i spada nam ostrość. Jednym słowem – LIPA! ↩︎

