Jak już kiedyś wspominałem, czasem kleję mocno uproszczone modele próbne. Z reguły powstają z prostych wycinanek w mniejszej skali i są powiększane o jedno – dwa oczka modelarskie (np. ze skali „H0” do skali „0”). Służą świetnie do zapoznania się z bryłą pojazdu, ale w moim przypadku stanowią doskonały poligon doświadczalny w procesie nauki technik malowania i weatheringu.
Poza kilkoma modelikami w skali H0, które dokonały już żywota w rękach moich dzieci, mam w skali ZERO sklejone: Wurttemberską T3, WR 550 oraz Ls1000. Dwie ostatnie powiększane z H0.

Można oczywiście ćwiczyć na kawałku kartonu z naklejonymi elementami jak na zdjęciu poniżej, ale – moim zdaniem lepszy pogląd na sprawę daje bryła pojazdu. Warto zatem poświęcić kilka wieczorów na sklejenie próbnych modeli i kilkakrotne przećwiczenie technik malarskich, aby już na „prawdziwym modelu” wykonać wszystko pewną ręką i bez zbędnych poprawek.

Ostatnio w trakcie oglądania filmów sklejam powoli lokomotywę PT47 – potocznie zwaną „Petucha”. Oryginalna wycinanka Zetki była w skali H0, ale powiększyłem ją do 1:45. Nie wszystkie koła są szprychowane, część elementów została pominięta. Model ma służyć doborowi kolorystyki pyłów osiadłych na lokomotywie podczas eksploatacji, a później pewnie skończy jako wozidełko dla lalek 🙂
Pamiętajcie: Ubung macht dem meister! – jak mawiał mistrz krzyżacki Ulrich von J. Trenujcie trenujcie, bo to zawsze procentuje 🙂



2 myśli nt. „Kanciaki, czyli na czym ćwiczyć malowanie i weathering”
Viking. Czy w ramach działu techniki modelarskie napisałbyś jak przygotowujesz (jeśli to w ogóle robisz) surowe wycinanki z przeznaczeniem do całkowitego malowania?
Owszem mógłbym. Choć niewiele jest do opisywania, bo pod akrylowe farby używam emaliowego podkładu (Humbrol 001 albo innej matowej jasnoszarej farbki), a emalie kładę od razu na karton, tyle, że pierwsza warstwa jest malowana rzadką farbą.