techniki modelarskie

All posts tagged techniki modelarskie

Kilka osób pytało: “czym i jak malować”. Odpowiedź jest prosta: pędzlami albo aerografem! 😉 Jako że nigdy nie miałem siebie za jakiegoś mentora, autoryteta czy innego epiteta, napiszę czym ja papram moje modele, ale Wy oczywiście możecie obrać swoją własną “kolorową drogę”. Pamiętajcie o tym, że wcale nie trzeba tej całej chemii kupować naraz, bo to i wydatek duży, a i radocha z próbowania i poznawania kolejnych produktów Wam ucieknie. Poza farbami oczywiście do malowania potrzeba także troszkę innej chemii i fizyki, o czym nie omieszkam nadmienić. Postaram się też podsunąć kilka pomysłów na redukcję kosztów – to głównie dla młodzieży. Dziś takie czasy, że wszystko można kupić prawie gotowe, przez co spadają współczynniki zaradności i kreatywności przeciętnego Kowalskiego (a jak przypuszczam także u Smitha czy Shmidta), natomiast ze spadkiem wspomnianych współczynników wzrasta siła przeciągów w portfelach. Stara mądrość ludowa mówi: Jeśli młody modelarz Kowalski nie nadwyręży budżetu ojcu Kowalskiemu, to ojciec Kowalski chyżej młodemu Kowalskiemu nowy modelik w sklepie u Nowaka zakupi 😉
– nie macie dejavu? 😛

Pędzle

„Pędzel jaki jest – każdy widzi” mówi stare porzekadło, ale to nie takie proste. Niestety też nie tanie. Dobre pędzelki kosztują od kilku do kilkunastu złotych za sztukę, jednak są warte swojej ceny. Dobrze zaopatrzyć się w co najmniej trzy pędzelki modelarskie: płaski do malowania powierzchni, okrągły średniej wielkości oraz wąziutki do retuszu (wielkości 00 lub 000).
malujemy-20

Oczywiście przyda się też kilka pędzelków szkolnych z naturalnego włosia w różnych wielkościach i z rożną sztywnością włosia – wszak pędzlami wykonuje się też różne efekty i nakłada pigmenty. Warto sukcesywnie dokupować kolejne pędzelki. Na rynku mamy szeroki wybór pędzli wielu producentów i zapewne każdy z Was znajdzie coś dla siebie.
malujemy-21

Do efektów można też używać gąbeczki makijażowej. Kupcie sobie własną, bo żona się wścieknie, kiedy zobaczy swoją w modelarskich szpejach.
malujemy-22

Aerograf

Po modelach możemy też pryskać, psikać tryskać itd. Na początku próbowałem używać samochodowych farb w aerozolu, ale jakoś nie spełniły moich oczekiwań. A to zbyt grube kropelki leciały z dyszy (to przy niedużych modelach dawało fatalną grubą warstwę farby pod którą gubią się szczegóły), a to zbyt smrodliwa farba owa była.

Moim pierwszym „ełrografem” była najprostsza tryskawka firmy Humbrol podłączona do puszki z gazem pędnym tejże firmy. Jako sprzęt do nauki tryskania sprawdziła się rewelacyjnie. Nadaje się też do równomiernego malowania sporych powierzchni czy to farbą, czy lakierem. Niestety nie jest to narzędzie do precyzyjnego i wyrafinowanego malowania z jednej głównej przyczyny. Działa binarnie: maluje albo nie. Mamy co prawda niewielki wpływ na szerokość wiązki farby, ale na nic innego. Suma summarum trzeba było zakupić dwufunkcyjny aerograf. Centy takowych wahają się od stówy do nawet tysiąca złotych. Udało mi się kupić niedrogie i niewyrafinowane urządzenie w komplecie z kompresorem. Prawdę powiedziawszy nawet nie jest obrandowany. Ma dyszę 0,3 mm i jak do tej pory sprawuje się świetnie i w zupełności wystarcza do moich potrzeb. Ma pokrętło trymujące otwarcie dyszy, co jest świetnym rozwiązaniem, kiedy nie chce się uzyskać zbyt dużego strumienia farby. Nadaje się zarówno do malowania dużych powierzchni jak i do cieniowania. Genialne narzędzie i wcale nie takie znów straszne czy upierdliwe w utrzymaniu.
malujemy-27

Czym dymać w ełrografa?

Z początku używałem puszek z gazem pędnym do aerografów, ale to jest rozwiązanie nieekonomiczne na dłuższą metę. Warto odłożyć sobie fundusze i zakupić kompresor modelarski (najlepiej taki ze zbiornikiem na ciśnienie), lub – jeśli ktoś ma zapał, umiejętności, możliwości i dostęp do złomowiska – zrobić sobie lodówkowca. Jest w internecie sporo opisów budowy takiego sprzętu. Koszt małego bezolejowego kompresora modelarskiego to około 250–400 zł. Dobrze jest kiedy kompresor ma filtr wilgoci. To zapobiegnie przykrym „kichnięciom” z aerografu, które rujnują malowaną powierzchnię.

Osłony

Wyróbcie sobie nawyk używania maseczki podczas malowania aerografem i porządnego wietrzenia pomieszczenia po skończeniu pracy. Można też zmajstrować osłonę z pudła po sprzęcie elektronicznym, aby zredukować psikanie farbą wokół. Można też kupić lub zrobić sobie wyciąg z filtrem, który będzie pochłaniał „odpył” podczas malowania.

Naczynia i mieszadła

W czym trzymać specyfiki, w czym mieszać farby? W duszy prawdziwego modelarza drzemie taki chochlik samoróbstwa i oszczędności. Oczywiście można wszystko kupić w sklepie modelarskim i wydać sporą sumę, ale można też wykorzystać różne domowe „przydaśki”. Po co wydawać 8 złotych na mieszadełko, skoro w kilka chwil można sobie takie zrobić z dużego spinacza biurowego? Można kupić markowe pipetki w cenie 15 zł za 6 sztuk, a można też kupić w aptece dwa zakraplacze po 1,80 zł. Dlaczego dwa? Jednego używamy zawsze do farby, a drugiego zawsze do rozcieńczalnika, chroniąc się w ten sposób przed przypadkowym zanieczyszczeniem kolorów.
malujemy-23

Farbki można mieszać w kupionych naczyńkach lub wypraskach (powyżej „dyszki”), ale można też użyć naczynek, które służą do odmierzania ilości syropu – fajne bo polipropylenowe (wielokrotnego użycia) i z podziałką 🙂 Rozpuszczalnik do płukania pędzli możemy trzymać w wymytych słoiczkach po koncentracie pomidorowym.
malujemy-26

Paletka do mieszania może być modelarska (to też jakaś „dycha”), ale może być szkolna akrylowa ze stoiska papierniczego w markecie (max 2,5 zł) i też daje radę. W ostateczności można wykorzystać wytłoczkę po tabletkach, ale to chyba przy drobniejszych pracach malarskich.
malujemy-25

Warto zaopatrzyć się w taśmę maskującą. Ja używam takiej wąskiej z firmy Tamiya do precyzyjnego maskowania (dobrze przylega, a farba nie podcieka) i zwykłej malarskiej do maskowania większych powierzchni.
malujemy-24

Tak oto zaoszczędziliśmy jakieś trzydzieści – pięćdziesiąt złociszy, ergo mamy kasę na kupno nowego modelu!

Kilka słów od ojca prowadzącego

Kilka luźnych porad ratujących życie i ułatwiających pracę. To wszystko wiedza nabyta podczas czytania poradników, ale też przećwiczona na własnych błędach i przemyśleniach. Rzucę tylko hasła i nie będę się rozwodzić nad udowadnianiem tez.

  • Nie mieszaj i nie rozcieńczaj farb w ich pojemnikach, tylko w osobnym pojemniczku tuż przed użyciem.
  • Aerograf czyść zaraz po skończeniu malowania.
  • W osobnych słoiczkach czyść pędzle po metalizerach, a w osobnym po innych farbach. Dobrze też przeznaczyć sobie osobny pędzel do metalizerów i oznaczyć go.
  • Zanim zaczniesz używać nowego specyfiku, spróbuj jak działa na kroplę farby, a nie od razu na cały słoiczek
  • Wyczyszczona metalowa kuleczka z łożyska lub mała nakrętka wrzucona do pojemniczka z farbą pomaga tę farbę rozmieszać poprzez potrząsanie pojemniczkiem.
  • Jeśli wrzuciłeś tę kuleczkę do szklanego słoiczka, to ją lepiej wyjmij, zanim rozbijesz słoiczek.
  • Lepiej poczekać dobę aż wyschnie poprzednia warstwa farby, niż zrujnować malowaną powierzchnię.
  • Lepiej nanieść więcej farb zbyt rozrzedzonej farby niż napaprać jedną – zbyt gęstą.
  • Staraj się sklejanie części zaplanować tak, aby zbierać je w grupy o jednym kolorze.
  • Modele maluj od najjaśniejszego do najciemniejszego koloru – figurki ponoć maluje się na odwrót.
  • Emalia użyta jako primer zapobiega deformacji kartonu przy malowaniu farbami wodnymi.
  • Nie przesadzaj z lakierem bezbarwnym.
  • Czerwienie i żółcie zawsze kiepsko kryją – stosuj pod nie jasnoszary lub biały podkład.
  • Po pomalowaniu modelu/części nakryj je czymś, żeby kurz nie opadł na schnącą powierzchnię, chyba że chcesz mieć welurowy modelik.

Kilka osób pytało „czym i jak malować”. Odpowiedź jest prosta: oczywiście, że farbami! 😉 Jako, że nigdy nie miałem siebie za jakiegoś mentora, autoryteta, czy innego epiteta, napiszę czym ja papram moje modele, ale Wy oczywiście możecie obrać swoją własną „kolorową drogę”. Pamiętajcie o tym, że wcale nie trzeba tej całej chemii kupować na raz, bo to i wydatek duży, a i radocha z próbowania i poznawania kolejnych produktów Wam ucieknie. Poza farbami oczywiście do malowania potrzeba także troszkę innej chemii i fizyki, o czym nie omieszkam nadmienić. Postaram się też podsunąć kilka pomysłów na redukcję kosztów – to głównie dla młodzieży. Dziś takie czasy, że wszystko można kupić prawie gotowe, przez co spadają współczynniki zaradności i kreatywności przeciętnego Kowalskiego (a jak przypuszczam także u Smitha czy Shmidta), natomiast ze spadkiem wspomnianych współczynników wzrasta siła przeciągów w portfelach. Stara mądrosć ludowa mówi: Jeśli młody modelarz Kowalski nie nadwyręży budżetu ojcu Kowalskiemu, to ojciec Kowalski chyżej młodemu Kowalskiemu nowy modelik w sklepie u Nowaka zakupi 😉

Emalie

Humbrol

To marka legenda i chyba pierwsze zagraniczne farby modelarskie, które pojawiły się na naszym rynku jeszcze w czasach PRL-u. Mają chyba tylu entuzjastów co przeciwników. Wyspiarze oferują dość szeroką gamę kolorów, zamkniętą w metalowych puszeczkach po 14 mililitrów. Farbki te są dość odporne na działanie czasu (sam mam w zbiorach farbkę kupioną ćwierć wieku temu, i ostatnio malowałem nią elementy lokomotywy!!!) – gwarantowane to jest dość szczelnym zamknięciem puszki. Emalie te są dostępne chyba w każdym sklepie modelarskim, a wraz z farbami mamy też lakiery, metalizery, podkłady, rozpuszczalniki, o akrylowej gamie farb nie wspomnę. Mamy do wyboru farby dające powierzchnię błyszczącą (gloss), matową (matt) i półmatową (satin). Przeważnie są dość gęste i trzeba mocno je rozrzedzać. Z powodzeniem można do tego celu stosować niefirmowy rozcieńczalnik (np. polski Wamod), a nawet terpentynę balsamiczną i rozcieńczalnik ftalowy (taki ze sklepu budowlanego).
Niestety:

  • odcienie tego samego koloru z różnych partii produkcji potrafią być zauważalnie różne;
  • dość szybko rozwarstwiają się, a talk mocno się zbryla, trzeba ja na prawdę długo mieszać przed użyciem (szczególnie dotyczy to farb matowych i satynowych);
  • miewają różną gęstość i ciężko podać ujednolicone przepisy na stopień rozcieńczenia;
  • bardzo długo schną (zwłaszcza glossy);
  • dość mocno śmierdzą.

malujemy-12
Farbka po prawej ma jakieś 25 lat!

Revell

Emalie Revella są sprzedawane w takich samych puszeczkach jak Humbrole, ale dekielki siedzą w nich znacznie mocniej – ot, takie curiosum. Revell także ma farbki w trzech stopniach zmatowienia, choć półmatowy nazywa się SM (semimatt). Paleta kolorów jest nieco uboższa, za to zawarty jest w niej oliwkowy kolor przedwojennych wagonów PKP: SM361 (a Humbrol takowego nie ma) 🙂 Farby Revella są rzadsze od Humbroli, jednak do malowania wymagają rozrzedzenia – tym samym co poprzedniczki. W Revellu talk także opada na dno puszki, jednak nie zbryla się tak mocno i wystarczy energicznie wstrząsnąć puszką przez ok 20–30 sekund, po czym mamy farbę gotową do użycia. Mają mocny zapach.
malujemy-09

Model Master

Amerykańska firma Testors produkuje farbki Model Masters w kilku seriach (również akrylowe) i bardzo szerokiej gamie kolorów. Mamy do wyboru o powierzchnie matowe (matt), półbłyszczące (semigloss) i błyszczące (gloss). Farbki są w słoiczkach o pojemności 14,7 ml. Słoiczki mają taką samą średnicę co puszki Humbrol/Revell, więc można je układać w tych samych stojakach. Farby MM wymagają niewielkiego rozcieńczenia, mają dość zwartą konsystencję i nie zbrylają się nawet po 8 miesiącach stania, choć oczywiście trzeba nimi trochę wstrząsnąć. Zapach jest znacznie mniej dokuczliwy od poprzedniczek. Schną nawet szybciej od Revella. Niestety, niektóre kolory potraktowane terpentyną potrafią się „zwarzyć” – stosujmy rozcieńczalnik firmowy lub Wamod.
malujemy-10

Model Master oferuje także lakiery bezbarwne. Są w nieco większych słoiczkach – 29,5 ml.
malujemy-16

Tamiya

Japońskie farbki w charakterystycznych kwadratowych słoiczkach 10 ml z plastikowymi zakrętkami. Mamy farbki błyszczące (X) oraz matowe – flatt (XF). Niestety gama kolorów jest dość skąpa, choć sam produkt jest dość wysokiej jakości. To farbki z niewielką tendencją do rozwarstwiania, a do tego mają nienatarczywy zapach. Spokojnie można je rozrzedzać Wamodem. Dość szybko schną. Farbkę XF-19 (Sky grey) można z powodzeniem użyć wprost na karton jako primer pod akryle.

Akryle

Pactra

Amerykańska firma Testors jest producentem farb z serii Pactra. To jedne z popularniejszych farb akrywlowych wśród modelarzy zarówno kartonowych, jak i plastikowych. Pactra oferuje nam szeroką gamę kolorów w 3 wykończeniach powierzchni błyszczącym (gloss), prześwitującym (clear) oraz rzekomo matowym (matt). Dlaczego „rzekomo„? Ano dlatego, że w porównaniu z innymi farbkami Pactra daje raczej powierzchnię satynową. Farbki są w słoiczkach 10 ml z metalową zakrętką. Ma to swoje dobre i złe strony. Przez szklany słoiczek widać kolor farby, ale też przysłowiowe stało się przysychanie wyściółki zakrętki do słoiczka powodując problemy z odkręceniem nakrętki. Trzeba utrzymywać wnętrze zakrętki i brzeg słoiczka w absolutnej czystości, aby tego uniknąć. Pactry są dość rzadkie, niemniej warto je lekko rozcieńczyć. Tolerują zarówno dedykowany rozcieńczalnik, jak i wodę czy alkohol. Z kryciem bywa różnie. Warto dobrze wstrząsnąć słoiczkiem aby farbka do malowania miała jednorodną konsystencję. Malować można i pędzlem i aerografem. Poza farbami w takich samych słoiczkach dostępne są lakiery bezbarwne (gloss i matt) oraz rozcieńczalnik (czysta woda z odrobiną glikolu etylowego).
malujemy-04

Vallejo

Hiszpańska firma Vallejo jest producentem szerokiej gamy produktów do malowania modeli. Farby są sprzedawane w kilku seriach np. Model Color czy Game Color, są też serie przygotowane specjalnie pod aerograf np. Model Air. Farbki sprzedawane są w plastikowych pojemniczkach 17 ml z nakrętką. Pojemniczki mają tę samą średnicę co słoiczki Pactry – uwałtwia to składowanie 🙂 Paleta kolorów jest wręcz imponująca.
Farby Vallejo są dość gęste. Polecam rozcieńczanie czystą wodą lub rozcieńczalnikiem dedykowanym. Użycie alkholu izopropylowego może doprowadzić do zwarzenia sie farbki. Do wyboru mamy farbki matowe, błyszczące oraz fluorescencyjne.
Firma Vallejo wypuściła na rynek zestaw do malowania pociągów! Vallejo TRAIN COLOR to zestaw 8 farb, płynu maskującego, 2 pędzelków i wytłoczki do mieszania kolorów, a do zestawu dołączony jest poradnik „Jak upaprać swój parowóz„. Choć cena zestawu może wydawać się dość wysoka (około 100 zł), to jest niższa, gdyby kupować wszystkie elementy osobno. Sam zestaw oczywiście posłuży nam dość długo. Warto zakup setu zlecić świętemu Mikołajowi 😉
malujemy-07

Tamiya

W szerokim wachlarzu produktów modelarskich tej japońskiej firmy znajdują się też farby akrylowe. W odróżnieniu od poprzedniczek bazą nie jest woda, lecz alkohol. Dlatego też akryle Tamiyi mają charakterystyczny zapach… cydru 🙂 Jednak niech was on nie zwiedzie. To nie jest etanol spożywczy. Do rozcieńczania najlepiej użyć dedykowanego rozcieńczalnika lub mieszaniny alkoholi używanej jako odkażacz w szpitalach. UWAGA: niektóre środki odkażające poza mieszaniną alkoholi izopropylowego i butanolu maja w składzie natłuszczacz – tych unikajmy! Do wyboru mamy (podobnie jak w emaliach) wykończenie matowe (XF) i błyszczące (X). Farby akrylowe są sprzedawane w słoiczkach po 26 i po 10 ml z plastikowymi nakrętkami.
malujemy-02

Citadel

Angielska firma „Games Workshop” proponuje swoje produkty raczej dla graczy, jednak ich farbek akrylowych z powodzeniem mogą używać także modelarze. W specyficznych plastikowych pojemniczkach z wygodnym patentowym zamknięciem mamy 12 ml gęstej farby. Pleta kolorów jest szeroka, choć poetyckie nazwy barw (Mephiston red czy Leviathan Purple) nie będą pomocne w dobieraniu odcienia. Uwaga, farbki są podzielone na procesy technologiczne (primer, base, layer czy texture) – farbki bazowe najlepiej kryją. Można je rozcieńczać rozcieńczalnikami uniwersalnymi do akryli, wodą i alkoholem.
malujemy-06

Renesans

To akryle dla plastyków, ale używa ich wielu modelarzy. Seria mini sprzedawana jest w tubkach po 20 ml. Uwaga: numeracja kolorów serii mini jest rozbieżna z seriami w większych pojemnikach. To gęste farbki. Do malowania trzeba je mocno rozcieńczyć rozcieńczalnikiem do akryli, alkoholem lub wodą z odrobiną płynu do mycia naczyń: wystarczy 3–4 krople na filiżankę wody, bez tego farbka bedzie „uciekać” z gładkich powierzchni. Farbki nr 16 i 29 prosto z tubki nakładane „suchym pędzlem” świetnie nadają się do efektu ciężkiej rdzy.
malujemy-03

Pigmenty

Wiele firm ma w ofercie pigmenty. To takie kolorowe proszki, których używamy do uzyskiwania efektów zakurzenia, zabłocenia itd. Do tego celu nadają się też suche pastele dla plastyków. Wystarczy je tylko zeskrobać na drobny proszek nożykiem lub zetrzeć przy pomocy pilniczka czy papieru ściernego.
malujemy-28

Pigmenty nakładamy posypując model bezpośrednio lub nakładając pędzelkiem. Jeśli chcemy uzyskać efekty błota – trzeba będzie użyć utrwalacza/fixera do uzyskania papki, którą nakładamy na model. Możemy w końcu użyć pigmentu do przyrządzeniu washa i tak nałożyć na model.

Po nałożeniu suchego pigmentu warto go utrwalić np. fiksatywą czy lakierem bezbarwnym nanoszonym aerografem. Dlaczego nie pędzelkiem? Bo go rozmażemy, i cały nasz misterny plan wpiz…
Ja używam fixera firmy AK Interactivemalujemy-15

Washe i efekty

W sprzedaży jest dostępnych sporo gotowych washy przygotowanych pod osiągnięcie konkretnego efektu (brudy z danych okolic, patyny, rdzy itd). W moim zasobniku znalazły się 2 emaliowe washe hiszpańskiej firmy AK Interactive: jeden do zabrudzeń pylastych, drugi do imitacji spracowanego oleju silnikowego. Są konfekcjonowane w plastikowych słoiczkach po 30 ml – starczy na bardzo długo. Nakładam je pędzelkiem, a w miejscach, gdzie przesadziłem – usuwam wacikiem lub patyczkiem do uszu namoczonym w benzynie lakowej (white spirit) tej samej firmy.
malujemy-01

Pozostała chemia

Poza farbami przydaje się też kilka innych śmierdzideł. Potrzebujemy rozcieńczalniki i zmywacze.

malujemy-13

Rozcieńczalniki dedykowane bywają dość drogie, jednak te uniwersalne też się sprawdzają (w większości przypadków). Polska firma Wamod produkuje chemię modelarską. Od dłuższego czasu używam ich uniwersalnego rozcieńczalnika do modelarskich emalii i sprawdza się świetnie. Zapach ma znośny, a do tego cena nie jest wygórowana.

Do mycia pędzelków czy pojemniczków używam znacznie tańszego rozcieńczalnika do wyrobów ftalowych zakupionego w sklepie budowlanym. Do płukania pędzelków warto mieć dwa słoiczki: jeden do płukania po metalizerach, a drugi do płukania po zwykłych farbach. Metalizery są wredne bo ich mikroskopijne kuleczki są trudne do usunięcia i mogą zanieczyścić nam inne farbki.

Mam też buteleczkę terpentyny balsamicznej (dostępna w sklepie dla plastyków). W odróżnieniu od rozcieńczalników jest gęstsza i tłustawa. Czasem używam jej do przyrządzenia washy, jednak nie wszystkie farbki się z nią lubią.

Do czyszczenia aerografu po farbkach akrylowych używam Wamodowskiego zmywacza do akryli. Dość mocno śmierdzi, ale jest skuteczny i niedrogi w porównaniu z „firmówkami”. Przydaje się też do usuwania akryli z modeli. Nie stosuję go do rozcieńczania farb.

Warto też mieć w zapasie odrobinę etanolu (i to raczej czystego niż w postaci brendy czy whiskey – te mogą zanieczyścić kolor farby) lub sanitarnego propanolu.

Benzyny lakowej można używać jako rozcieńczalnika albo zmywacza. Jest ogólnie dostępna często pod nazwami: White Spirit, Biały Spirytus. Ja używam AK Interactive – duża buteleczka wychodzi taniej niż kilka małych.

Czego uzyć, żeby sobie nie pomalować? Płynu maskującego! W moim zasobniku jest płyn Maskol firmy Humbrol. Nanosimy go pędzelkiem lub patyczkiem na miejsca, które ma chronić przed pomalowaniem, czekamy aż wyschnie, a następnie malujemy bez stresu model. Po skończonym malowaniu po prostu delikatnie podważamy szpilką lub ostrzem nożyka maskol i usuwamy go. Wyschnięty ma konsystencję gumy. Niestety cuchnie jak niemyty pisuar.
malujemy-17

Ciąg dalszy ->

Jak już kiedyś wspominałem, czasem kleję mocno uproszczone modele próbne. Z reguły powstają z prostych wycinanek w mniejszej skali i są powiększane o jedno – dwa oczka modelarskie (np. ze skali „H0” do skali „0”). Służą świetnie do zapoznania się z bryłą pojazdu, ale w moim przypadku stanowią doskonały poligon doświadczalny w procesie nauki technik malowania i weatheringu.

Poza kilkoma modelikami w skali H0, które dokonały już żywota w rękach moich dzieci, mam w skali ZERO sklejone: Wurttemberską T3, WR 550 oraz Ls1000. Dwie ostatnie powiększane z H0.
Kanciaki_01 Kanciaki_02

Można oczywiście ćwiczyć na kawałku kartonu z naklejonymi elementami jak na zdjęciu poniżej, ale – moim zdaniem lepszy pogląd na sprawę daje bryła pojazdu. Warto zatem poświęcić kilka wieczorów na sklejenie próbnych modeli i kilkakrotne przećwiczenie technik malarskich, aby już na „prawdziwym modelu” wykonać wszystko pewną ręką i bez zbędnych poprawek.

Kanciaki_03 Kanciaki_04
Ostatnio w trakcie oglądania filmów sklejam powoli lokomotywę PT47 – potocznie zwaną „Petucha”. Oryginalna wycinanka Zetki była w skali H0, ale powiększyłem ją do 1:45. Nie wszystkie koła są szprychowane, część elementów została pominięta. Model ma służyć doborowi kolorystyki pyłów osiadłych na lokomotywie podczas eksploatacji, a później pewnie skończy jako wozidełko dla lalek 🙂

Kanciaki_05

Pamiętajcie: Ubung macht dem meister! – jak mawiał mistrz krzyżacki Ulrich von J. Trenujcie trenujcie, bo to zawsze procentuje 🙂