Techniki modelarskie

Japońskiej firmy Tamiya chyba nie trzeba przedstawiać braci modelarskiej. To wiodący producent modeli, narzędzi i chemii. Ostatnio w w sklepie Srefa Marzeń pokazały się nowe farbki, a dokładniej rzecz ujmując – lakiery tejże firmy.
Pozwólcie, że będę wyrzucał z siebie informacje dość chaotycznie, bo nie specjalnie mam dziś wenę do wymyślania ceiwkawych śródtytułów.

Tamiya Lauer Paint

Dostałem do przetestowania czerwony lakier LP-7 (to z racji ostoi parowozowych) oraz rozcieńczalnik do tego lakieru przeznaczony. Pierwszy plus za konsekwencję oznaczeń kolorów. LP – Laquer Paint, a potem siódemeczka oznaczającą czerwony.

Słoiczek, typowy tamiyowski, z dużą zakrętką w kolorze adekwatnym do koloru zawartości. To drugi plus, bo można lakiery trzymać w tych samych stojakach co zwykłe akrylówki Tamiyowskie.

Po otworzeniu słoiczka – musowo powąchać, celem określenia bukietu zapachowego, jego intensywności oraz kolorytu. Pierwsze skojarzenie: BABSKI LAKIER DO SZPONÓW! Co więcej konsystencją swą zawartość lakier do paznokci przypomina – dosyć toto gęste, zatem użycie rozcieńczalnika przy malowaniu aerografem – rozumie się samo przez się. (Rozcieńczalnik pośmierduje tą samą nutą).

Naniosłem aerografem kilka plam i kresek na goły brystol i na pomalowany podkładem Gunze.

Pierwsze wrażenie – dość szybko schnie, po wyschnięciu tworzy wysoce połyskliwą powierzchnię. Błyszczy się jak psu przyrodzenie już przy pierwszej warstwie pomalowanej “do mokrego” na gołym kartonie! Co więcej nie penetruje mocno kartonu – to chyba ma związek z szybkim schnięciem.

Krycie – jak przy innych czerwonych farbkach – wymaga 4 mocnych warstw, aby zanikła widoczna granica między szarym podkładem a bielą kartki.

Do czyszczenia Aerografu użyłem najpierw wamodowskiego rozcieńczalnika do emalii – niby dał radę, ale czysty aceton okazał się o niebo lepszy.

To tyle. Nie wiem, czy tak połyskliwy lakier nadaje się do kolei, bo jest bardziej glossy niż farby, ale samochody na wysoki połysk – jak najbardziej mogą być malowane lakierem Tamiyi 🙂 A może przysłowiowe Mirki będą nimi robić zaprawki na przysłowiowych tedeikach 😉

Poniżej prezentuję gościnną galerię kolegi Daniela Kruczały, który skleił moją lokomotywką Sandy z wydawnictwa Świat z Kartonu (tekst i zdjęcia są autorstwa Daniela i za jego zgodą są tutaj publikowane)

—–

Witam, Dziś do galerii wstawiam taką ciekawą lokomotywkę – prezent urodzinowy od żony i pamiątkę z wycieczki do Tarnowskich Gór zarazem (na ostatnim zdjęciu stoję przed siedzibą Wydawnictwa Świat z Kartonu, gdzie model został mi zakupiony).

O opracowaniu i wydaniu – bardzo dobre! Części pasują do siebie, rysunki montażowe czytelne, druk offsetowy, dobry karton, bogaty zestaw dodatków (szkoda, że brakuje ostoi wyciętej laserem ale od Wydawcy otrzymałem bez problemu plik cdr umożliwiający wycięcie we własnym zakresie), sam model może skleić chyba nawet początkujący modelarz, a jednocześnie może też stanowić fajną bazę do waloryzacji.

O wykonaniu – pół standard pół waloryzacja. Od siebie dodałem – malowanie i washowanie podłogi, gaśnicy, całe podwozie razem z kołami i ostoją, dodałem nity i śruby, dodałem kilka śladów eksploatacji na karoserii, zrobiłem przestrzenne reflektory z żarówkami oraz resory zrobiłem ze sprężynek skorodowanych po kilkugodzinnej kąpieli w odplamiaczu

Podstawka zrobiona z pliku do pobrania ze strony Wydawnictwa Świat z Kartonu  a szyny to odlewy żywiczne zakupione w manufakturze modelarskiej Mario-Modelario. Sama lokomotywa ma tę zaletę dla mnie, że jest bardzo mała mimo skali 1:25 więc mi się zmieści w mieszkaniu

 


 

Kilka słów ode mnie.

Dziękuje Danielowi za możliwość pokazania tej galerii.

Bardzo fajnie, że model się podoba zarówno jako projekt, samo wydanie i efekt końcowy. 

Właśnie dla takich słów i zdjęć warto projektować modele kartonowe.

Adam

Tytułem wstępu.

Dawno, ale to dawno nic nie kleiłem. Jakoś mi zaczęło brakować zapachu kleju, wszechobecnych ścinków na podłodze i radości po sklejeniu każdego elementu. Nie mogłem się zebrać, aby wykończyć moją WR-360, więc na warsztat wtoczył się model Panzerjagerwagen z wydawnictwa GPM – skala 1:25 oczywiście.

Dlaczego akurat to ustrojstwo? Ano bo i konstrukcja ciekawa, bardzo ładnie wydany model i trudność niewielka, a efekt widoczny na zdjęciach wydawcy zapowiada się bardzo przyzwoity.

Trochę historii.

Sam wagon powstał jako wzmocnienie pociągów pancernych BP44, ponieważ musiały one walczyć coraz częściej z sowieckimi formacjami pancernymi. We wieżach artyleryjskich były zamontowane haubice – niezbyt dobre w walce z czołgami – więc dodano na każdym końcu składu po platformie kolejowej z zabudowaną na niej wieżą od czołgu Panzer IV H uzbrojoną w bardzo dobrą armatę przeciw pancerną 75 mm KwK 40 L/43. Panzerjagerwageny nie miały własnego napędu i nie mogły operować samodzielnie.

Model.

Sama wycinanka (fajne słowo) została wydana przez GPM pod numerem 228 i składa się z 8 stron z częściami, 1 strony z elementami szkieletu do podklejenia (na drugiej stronie tejże wydrukowano rysunki, więc warto ją skserować wcześniej, bo nie będzie wiadomo co i jak skleić) i opisu po polsku, angielsku i niemiecku. Opis budowy – dla mnie trochę słaby, brakuje mi tam opisania kilku drobnych szczegółów, jak np. wyciąć szczeliny w podłodze (ja tego nie zrobiłem, bo mi to wyglądało bardziej na błąd w druku niż część właściwa), nie wiadomo też czy białe elementy po sklejeniu widoczne od spodu trzeba malować, czy nie. Ja namiętnie wszystko jechałem farbką, ale w relacjach w sieci jakoś nikt tego nie robi. Co do grafiki – bardzo fajna: cienka, czarna linia, ciekawy kamuflaż (nie wiem czy prawdziwy, bo jakoś nigdzie takiego nie znalazłem, ale wygląda fajnie), delikatna waloryzacja, jak dotąd bardzo dobre spasowanie. Jedyny na razie problem, to na lewej podłużnicy przesunięte miejsce przyklejenia podwozia (część 1MP). No i gdzie jest swastyka na znaczku DR na przodzie? Namalowano tam jakiś kwadracik. Ja rozumiem poprawność polityczną, ale prawda historyczna dla mnie wymaga, aby ten konkretny znaczek tam był.

Budowa:

Autor walkę z modelem podzielił na trzy etapy: wagon, podwozie i wieża. Ja jestem pod koniec pierwszego.

Budując ramę wraz z podłogą posiłkowałem się genialną starą metodą (rodem z okrętów z Małego Modelarza) usztywnienia konstrukcji za pomocą deseczki i pinezek – działa bezbłędnie. Trzeba też zwrócić uwagę przy klejeniu samych cewników ramy, bo jak to zrobić jest pokazane na małym obrazku obok części, a nie na rysunku instrukcji. Ja najpierw wyciąłem, ponacinałem krawędzie zagięć i je pomalowałem, skleiłem wszystko “na płasko” i dopiero wtedy kształtowałem gotową część – wyszło nawet dobrze 😉

Na zdjęciach widać dokładnie kolejne etapy powstawania modelu.

Pozdrawiam

Adam