Relacja z budowy

Relacje z budowy będą emitowane w kolejnych częściach. Numer odcinka dodajemy do nazwy wpisu.

Już jakiś czas temu zabrałem się za budowę modelu w skali H0 (tak tak, takiego maleństwa), w którego posiadanie wszedłem na wiosnę. Budowa trwała dość długo, bo… i tu wstawcie sobie stały tekst o braku czasu i tysiącu rozpoczętych projektów. Model jest o tyle ciekawy, że choć kartonowy, to przeznaczony to jeżdżenia po makiecie.

Zaprzyjaźniona z nami firma KOTEBI ma w ofercie kilka modeli o tej charakterystyce, moim zaś udziałem padła niskoburtowa węglarka czteroosiowa. Wg producenta jest to wagon 401Zl na wózkach 1XTa.

Co pandora trzyma w puszce?

Zawartość niedużego pudełka stanową:

  • elementy laserowo wycięte z kartonu o różnej grubości oraz forniru,
  • komplet zestawów kołowych do modeli na makiety,
  • komplet elementów fototrawionych firmy OSTBAHN,
  • toczone mosiężne elementy,
  • obrazkowa instrukcja obsługi,
  • klej wikolopodobny w przezroczystym puzdereczku,
  • ołowiane ciężarki do wyważenia wagonu.

Niby wszystko cacy, ale w moim odczuciu brakuje kalek. Wszak model trzeba pomalować a oznaczenia w tej skali są raczej awykonalne metodą mniej, czy bardziej ręczną. Nie jest to jakiś wielki problem, bo do tego typu wagonów są zestawy oznaczeń na www.kalkomanie.com, niemniej na starość zrobiłem się wygodnicki i wolałbym mieć wszystko w jednym pudełku.

I co z tym dynksem zrobić?

Model skleja się bardzo przyjemnie, gdyż w zasadzie wszystko do siebie pasuje. Szlifowanie krawędzi to bardziej kosmetyka niż konieczność. Nieco więcej zabawy jest z ciężarkami, które trzeba nieco zniekształcić i wpasować w elementy ostoi. Ja dodałem też po dwa ciężarki do każdego z wózków. CA będzie nam też potrzebny do przyklejenia blaszek. Wikol pewnie też da radę, jednak spoina będzie znacząco słabsza.

Wagon kleiłem równolegle z kolegami z Beskidzkiej Grupy Modelarskiej, którzy testowali właściwości jezdne modeli na makiecie. Doszliśmy do wniosku, że łożyska maźnic warto napuścić cyjanoakrylem, aby metalowe trzpienie zestawów kołowych ich nie wytarły.

Wagonik został pomalowany farbami akrylowymi Vallejo. Wskazówka dla malujących: czerwień tlenkowa używana na węglarki to farbka Vallejo Model Color 70.982. Później modelik był bazą do prezentacji kilku zabiegów “brudzingu”, o którą to prezentację poprosili koledzy z BGM-u.

Jeszcze tylko słówko o instrukcji. Jest obrazkowa i w zasadzie czytelna i zrozumiała, choć ja w kilku miejscach dałbym strzałeczki i odnośniki, żeby nikt nie miał najmniejszych wątpliwości w którą stronę co przykleić 🙂 (Choć dochodzą mnie głosy, że instrukcji obsługi w naszym kraju nikt nie czyta ani tym bardziej ogląda…)

Co o tym wszystkim myśleć?

Ojciec Dyrechtór rzecze:

Taki model to ciekawa alternatywa dla modeli plastikowych, które są o wiele droższe i już pomalowane, a ten możemy okrasić w dowolny – pasujący nam aktualnie sposób. Ten zestaw to taki “rozsądny stosunek jakości do ceny”, choć w zależności od przeznaczenia, może nas czekać dodatkowy wydatek na kalkomanie czy sprzęgi. Po sklejeniu mamy model solidniejszy i bardziej rozdetalowany niż typowe wycinanki kartonowe.

Co więcej, możemy wykorzystać samo podwozie modelu do budowy innej odmiany wagonu, np. platformy do przewozu kontenerów czy szyn.

To fajna propozycja dla modelarzy, którzy lubią “pomajsterkować”, i taki model pomykający po makiecie przyniesie znacznie więcej satysfakcji niż zwykły “pikulec”. Tradycyjni kartoniarze też nie powinni narzekać, bo choć to propozycja droższa niż zwykłe wycinanki H0, to jednak niesie ze sobą nowe wyzwania i warto choćby spróbować zbudować taki wagon i dostawić do taboru rodem z Zetki czy Delta-Te.

Tradycyjnie, na początku wpisu ponarzekam na brak czasu, na rozliczne zajęcia odrywające od klejenia i inne takie tam. I jak zwykle napiszę, ze jednak coś tam się klei 🙂

W moim przypadku budowa modelu jest tak chaotyczna jak to tylko możliwe! Viva la entropia!

Wiązary i nowy metal w kuźni

Od ostatniego wpisu nabrały kształtu korbowody i wiązary. Do elementów metalowych tym razem użyłem wosku metalizującego “True metal” od AK Interactive. Sprzedawany jest w tubkach i ma konsystencję pasty do zębów. Można go używać wprost z tubki, ale też można go rozcieńczyć white spiritem i malować pędzlem, a nawet (jak zapewnia producent) aerografem.

Kolor stali, wbrew nazwie osiągnąć można używając odcienia “Gun metal”. W palecie jest kilka odcieni metali białych i kilka żółtych; “Polished steel” (polerowana stal) jednakowoż – jak dla mnie – jest ciut za jasny. Specyfik nie rozmieszany z szybko parującym rozcieńczalnikiem schnie potwornie długo. Do polerowania nadaje się dopiero po kilkudziesięciu godzinach, a i tak jego adhezja pozostawia wiele do życzenia. Pod tym względem jego konkurentka (czyli najlepsza farbka na bieżnię kół w moim prywatnym rankingu) Humbrol 27003 sprawuje się o niebo lepiej. Coś czuję, że dla mnie będzie to specyfik tylko do techniki drybrush bo pracuje się nim na prawdę przyjemnie w tenże sposób.

To kiosk, czy co?…

Budka maszynisty to jednak ważny element parowozu. Zabrałem się za wycinanie ścian i… zonk! Wykrój ściany czołowej budki nie bardzo pasuje do mojego walczaka. Trzeba było ścianę przerysować na bristol, dodając nieco pola do późniejszego podcinania. Po kilkudziesięciu minutach podcinania po skraweczku udało mi się dopasować wykrój do sklejonego już elementu.

Co ma 4 osie, 8 kółek, 16 szczęk? Wózki od tendra!

Wózki od tendra dały mi zdrowo w kość. Po pierwsze dużo powtarzających się drobnych części układu hamulcowego, a po drugie okropecznie tam ciasno. Nie wiem jak w skali 1:25, ale w czterdziestcepiątce, operowanie szczękami hamulcowymi pomiędzy ramą wózka a kołem to istna męczarnia. Niektóre szczęki musiałem nieco podciąć, żeby wogóle się zmieścić. Zawiniłem też w innym względzie. Nie wiem jak mierzyłem długość osi zestawów kołowych, ale zamiast 29 mm zrobiłem 28… Shit! wyszło to dopiero po wklejeniu do wózków! Trudno, będę kombinował później jak to ustawić na torze, żeby nie spadewywało.

Poniżej widać tyko część wspomnianej drobnicy.

W połowie roboty wózki wyglądały następująco:

A wózek z zamontowanymi trójkątami, ciegnami, szczękami i innym cholerstwem wygląda tak:

(Wiem, wiem, rdzawy wash na powierzchni kół za bardzo się odcina – muszę go nieco stonować).

Jednak po zestawieniu “na sucho” już sklejonych elementów otrzymujemy widok, który krzepi i przypomina w zarysie parowóz. To ten etap budowy, który baaaardzo lubię 🙂

Nie śpię, sklejam 😉

Parowóz

Mój śliczny parowozik stanął na własnych nogach… tfu!, kołach.

Na tym etapie budowy koła się jeszcze obracają. Zauważyłem w poprzednich modelach, że mocowanie kół na stałe jest o tyle ryzykowne, że bardzo łatwo ustawić je nieosiowo i w rezultacie niektóre mogą nie dotykać szyny. Umyśliłem sobie, że osie kół będą miały ciut mniejszą średnicę niż otwory w maźnicach. Wystarczy różnica ok 0,3–0,5 mm. Wtedy mamy możliwość niwelowania nierówności, nieosiowości zestawów kołowych i otworów w ostoi. Co więcej, możemy sobie też ustawić taki kąt ustawienia korb, jaki nam odpowiada.

Przy budowie parowozu musimy pamiętać, że koła po prawej stronie “wyprzedzają” koła po lewej o 90 stopni. (tak, tak – dzieciaki w przedszkolu źle naśladują parowóz kręcąc ramionkami zgodnymi w fazie).

Podłoga budki ma wstępne malowanie w kolorze drewnianym. To nierównomiernie kryta powierzchnia różnymi odcieniami brązów i bezy. Na to wszystko przyjdzie brudzing w postaci ciemnych washy oraz przecierki suchą pastelą/suchym pigmentem. Ma to na celu imitowanie pyłu węglowego wdeptanego w deski podłogi przez załogę lokomotywy.

Na wiązary i korbowody polożyłem czerwień: Vallejo Air 71.085 “Rojo Ferrari”

Tender

Wózki parowozu dostały usprężynowanie. W tym typie każdy zestaw kołowy jest odsprężynowany niezależnie – ma po dwa punkty podparcia, ergo cały układ jezdny tendra ma 16 punktów podparca. W tendrze sztywnoramowym produkcji wiedeńskiej fabryki Floridsdorf (taki tender jest oryginalnie w wycinance) zestawy odspreżynowane są parami z wahaczem spinającym spręzyny pomiędzy zestawami. Tego typu rozwiązanie ma tylko 8 punktów podparcia.

Batalia z wanną, czyli epoksydowy model kartonowy

Teoria

Jak już wspominałem element który ma być rozwinięciem krągłego zadka mojego tendra jest zaprojektowany tak sobie. Po kilku próbach podcinania deformowania i sklejania tegoż elementu, poddałem się i postanowiłem pójść na łatwiznę. Zaświtało mi w głowie, że można do uformowania ścian czołowych wanny tendra użyć jakiejś chemoutwardzalnej masy. Formuje się element jak z modeliny, potem troszkę czeka aż materiał stwardnieje i potem dokonuje szlifu.

Praktyka

Na rynku jest dostępnych kilka różnych mas plastycznych, część nawet jest sprzedawana jako “modelarskie”. Jako, że miewam przebłyski patriotyczne – postanowiłem skorzystać z produktu rodzimej firmy Wamod – dwuskładnikowej masy modelarskiej. Nie jest toto jakoś specjalnie drogie i jedno opakowanie starczyło w zupełności na uzupełnienie obu czół wanny.
Wymieszałem radośnie składniki i upchnąłem masę pomiędzy elementami szkieletu, niezbyt przejmując się precyzja, wszak i tak trzeba będzie to przeszlifować nadając kształt ostateczny. Naddatki miejscami sięgały milimetra 🙂

Masa osiągnęła pełną twardość po kilku godzinach, i radośnie przystąpiłem do niwelowania naddatków najgrubszym papierem ściernym, jaki posiadałem – czterysetką. Jakże szybko mój entuzjazm opadł, kiedy okazało się, że masa jest twarda jak stal a po zdarciu 2 arkuszy papieru wskórałem niewiele. Następny dzień – Jula i zakup papieru o gradacji 150. Ten dopiero w miarę sprawnie zebrał materiał. Po szlifowaniu 150 nastąpiło wstępne gładzenie 400. Powierzchnia nie była idealna, bo w kilku miejscach brakowało materiału – te miejsca trzeba było wypełnić szpachlówką. Tym razem dobrze mi znaną białą szpachlówką firmy Tamiya. Bardzo sobie ja cenię za dużą przyczepność, gładką strukturę oraz wyśmienitą współpracę z rozcieńczalnikiem MrColor levelling thinner (używam go także do podkładu malarskiego).
Po szpachlowaniu kolejne szlifowanie, drugie nałożenie szpachlówki, szlifowanie, a potem gładzenie papierami 800 i 1200. Efekt na fotkach poniżej.