Ciekawostki

Ciekawostki ze świata kolei, modeli, techniki ogólnej

Ostatniego dnia lipca roku 2017 Pingwin wraz z Pingwinową wybrali się na „Wystawę miniatur kolejowych” w Rewalu. Z rana nie zapowiadało się słonecznie, więc zamiast plaży chcieliśmy zrobić coś pod dachem, jednak pogoda zrobiła psikusa i od południa do wieczora świeciło słoneczko.

Samo dojście nie jest jakimś wyczynem, tym bardziej, że idzie zaparkować pod pobliskim sklepem i spokojnie podreptać na stację. Okolica jest raczej dostatecznie oznakowana. Boli, że na oznakowanie składają się niewielkie znaczki… jednocześnie patrząc pod kątem innych atrakcji Rewala, gdzie są plakaty na pół płotu. Ul. Dworcowa jest ładną, urokliwą dróżką z kostek. Raczej nie spotkamy tam wszędobylskich stoisk z pamiątkami. Bynajmniej ja nie spotkałem. 😉

    

Na samym dworcu w Rewalu wisi stosowna, dosyć duża informacja odnośnie tego, co możemy tam spotkać. Oj, gdyby takie wisiały i na mieście. 🙂 Jeżeli chodzi o sam budynek dworca, to powiem, że jest ładnie odnowiony. Są ławeczki, latarnie, tynk na razie nie odpada. Brak jest jednak oznakowania dotyczącego peronów oraz kierunków, w których udają się pociągi wąskotorowe. Jednak Nadmorską Kolej zostawimy sobie na jakiś osobny wpis. Na inne oznakowania dworcowo-wystawowe składa się jeszcze zalaminowana karteczka.

 

W okolicy znajduje się jeszcze zestaw kołowy prod. Krupp z roku 1921.

Środek budynku prezentuje się następująco. Widzimy siedziska w poczekalni (z miejsca fotografującego i za jego plecami są jeszcze lepsze fotele ;-)) regał z zabawkami, które możemy zakupić oraz wszelkie pamiątki dworcowe. Zaraz z lewej strony jest jeszcze kasa kolejki wąskotorowej. Kolej wąskotorowa i wystawa miniatur, to dwie osobne historie. Należy patrzeć gdzie się idzie i do kogo.

 

W stosach pamiątek nie zabrakło oczywiście modelu naszego Vikinga 🙂 co nie powiem – bardzo mnie cieszy. Miło zobaczyć na drugim końcu kraju personalia kumpla. 🙂

  

Na wystawę CO WAŻNE nie można wejść samemu. Malutką grupę oprowadza przewodnik, który mówi i po naszemu, i po sąsiedzku – niemiecku. Bilety kosztują po 15 zł. Dziecka mają zniżki.

Udajemy się po schodkach na górę i wita nas regał, w którym możemy ujrzeć m.in. przegląd skal modelarskich – od zerówki do N’ki.

 

Zaraz z lewej strony jest pokój dziecięcy. Są w nim trzy makiety, na których dzieci mogą się pobawić. W gusta najmłodszych trafiają szczególnie dwie kolejki rozłożone na podłodze.

 

Z tego pokoju przechodzimy do pomieszczenia ze skalą TT, gdzie umiejscowiona jest makieta z lat 70/80. Dzieło bogate przede wszystkim w układ torowy. Dodatkowo makieta jest oświetlona, a przewodnik prezentuje nam walory wieczorne poprzez zgaszenie światła w pomieszczeniu. Z racji lat, w których wykonana została makieta, wiele obiektów na niej zrobionych jest własnoręcznie. Możemy pogratulować autorowi, bo jak na tamte czasy, to myślę, że szacunek się należy.

          

W przypadku wykolejenia, tudzież zatrzymania składu w tunelu, makieta posiada „otwierane osiedle”. 😉

  
 

W regałach obok makiety znajdują się przeróżne modele kolejowe w skali TT z lat 70/80.

     

Są też antyki w skali N.

 

I eNkowa makietka w walizce.

  

W kolejnym pokoju mamy makietę w skali H0. Czy makieta jest oświetlona? Nie wiem, jednak dodatkową atrakcją na niej jest obracające się śmigło elektrowni wiatrowej. I chociaż nie działa, to nieźle prezentuje się również wyciąg krzesełkowy. Są też „smaczki” w postaci scenek, takich jak: świnka na dachu wieży ciśnień, czy kochająca się para.

           

  

Analogicznie jak w przypadku innych skal, w regałach obok prezentowane są modele w skali H0. Znajdziemy też trzy sztuki kartonów w 25-tce.

      

W ostatnim pokoju na piętrze, który możemy odwiedzić wraz z przewodnikiem, znajdują się kolejki w trzech skalach (N, TT, H0). Tak jak w przypadku wcześniejszego regału, jest to porównanie skal modelarskich. Mamy też możliwość zobaczenia ile, jaka skala zajmuje miejsca w przestrzeni. Zaraz obok jest niewielka wystawa wojskowa, gdzie znajdziemy działa kolejowe, dioramki oraz złoty pociąg, którego nie mam na zdjęciu. Przyjedziecie – zobaczycie. 😉

     

Co ważne, w pomieszczeniu jest również księga pamiątkowa, gdzie śmiało można się wpisać.

 

Teraz przedstawię subiektywną opinię modelarza – nie związaną z działalnością Kartonowej Kolei.

Na początku chciałbym zaznaczyć, że zgodnie z tym, co widziałem w księdze pamiątkowej, zdaję sobie sprawę, że placówka istnieje dopiero rok. Dopiero? A może już rok? Zależy pod jakim kątem spojrzeć.
Poruszę temat makiet kolejowych, bo jest to niejako Wasza wizytówka (co też zaznaczacie w informacjach nt. placówki). Również podczas oprowadzania szczególną uwagę poświęcacie makietom, więc tym bardziej uważam, że należałoby się na nich skupić, jednak już bez osób odwiedzających.

Makiety prezentują dosyć niski poziom wykonania, co mnie jako modelarza kłuje w oczy, a jeżeli nie będą chociaż połowicznie doglądane, to się po prostu kiedyś rozsypią. Osobiście widziałem „latające” domy nad trawą (nie przytwierdzone), pourywane poręcze, czy wywróconych ludzików. Nie oczekuję tutaj drugiego Miniatur Wunderland, ale myślę, że przy odrobinie pracy placówkę można byłoby nazywać mianem takiej wystawy. Tym bardziej, że makiety nie są sterowane transformatorem FZ1, tylko profesjonalnymi pulpitami z odpowiednimi zadajnikami prędkości, a co najważniejsze (według etykiety prezentacyjnej) makiety są własnością: Wystawy Miniatur Kolejowych. Nie wiem na jakich zasadach autorzy makiet przekazali Wam dzieła, ale, jeżeli macie jakiekolwiek pole do popisu, to należałoby z niego skorzystać. Szutrowanie torowiska (w przypadku makiety TT) czy posianie trawki elektrostatycznej, to nie jest duży wydatek, a krajobraz naprawdę na tym zyska.

Pod względem PR, jeżeli nie macie osób, by to wykonać, to może zainwestujcie w materiały i poproście modelarzy o odwiedziny? Może jakieś warsztaty? Powiem szczerze, że nawet nie trzeba zamykać wystawy, by to robić. Udoskonalanie makiet przy zwiedzających na pewno przykuło by ich uwagę.

Kolejną sprawą jest chaos na regałach, gdzie może skale pasują do siebie, ale poza tym znaleźć można wszystko – architekturę, parowozy, elektrowozy, samochody, a nawet modele kartonowe. Proponowałbym odpowiednie podzielenie gablot. Może na epoki modelarskie? Może taborowo? Parowozy, spalinowozy, elektrowozy? Wagony towarowe, osobowe…? Osobną gablotę na architekturę oraz osobną na modele kartonowe.

Brakuje jakiegokolwiek wspomnienia o makietach modułowych. Całą uwagę przewodnik poświęcił obecnym tortom, co poniekąd nakreśla odwiedzającym przymus zabawy kolejką. Każdy rodzaj makiet posiada swoje wady i zalety. Wadą tortu jest zajęcie ogromnej przestrzeni, gdzie nie każdy może sobie na taki rodzaj makiety pozwolić.
Natomiast moduł zajmuje mało miejsca oraz z łatwością można go przetransportować na imprezy modelarskie, gdzie z kilkunastu/kilkudziesięciu modułów (razem z Twoim) tworzy się ogromną, realistyczną makietę kolejową.

Może warto byłoby wykonać w celu prezentacji na wystawie, profesjonalny moduł? Odwiedzający zobaczyliby ile miejsca taka makieta zajmuje, jaką posiada konstrukcję oraz jak można się bawić za jej pomocą.

Brakło również wspomnienia o modelach kartonowych (pomimo kilku obecnych w gablotach). Modelarstwo kartonowe daje nie mniejszą radość, jak bawienie się kolejką za pomocą zasilacza. Co smutne, w sklepiku przy kasie brak jest wyboru modeli kartonowych. Nie ma KOTEBI, Answera, GPM, nie ma ADW czy Modelika. Chciałbym zauważyć, że oprócz zdecydowanej większości jaką są dzieci, czasem do Was przybywają modelarze (jak np. ja), którzy chcieliby się zaopatrzyć w kartony, gdzie jednak nie mają takiej możliwości. Przeciętny zjadacz chleba nie ma szans podpatrzeć, jak wygląda profesjonalne opracowanie modelu kartonowego. Takiego, który oferuje kilkaset elementów do wycięcia, rysunki montażowe, czy elementy laserowe.

Kolejnym brakiem, który zauważyłem jest brak czasopism kolejowych do zakupienia, czy chociażby poczytania w poczekalni. Przydałoby się w sklepiku kilka tytułów. Tym bardziej, że nasz przemysł wydawniczy nie próżnuje i systematycznie pojawiają się nowe numery „Kolei Małych i Dużych”, „Świata Kolei” czy „Stalowych Szlaków”. Książka „Historia kolei w Polsce” naprawdę nie załatwia sprawy.

Tak, jak wspomniałem na początku, wystawa w tym miesiącu obchodzi swoją pierwszą rocznicę i dzięki temu, że jest ona pierwszą, to mam nadzieję, że placówka sukcesywnie będzie się rozwijać – w tym dobrym kierunku.

Wszystkiego dobrego. Pingwin.

________

www.stacjarewal.pl/

Kto z Was wie, jaka jest największa prędkość uzyskana przez parowóz? A kto z Was wie, że do dziś mało który samochód osobowy potrafi tak pędzić? Tak, tak… dziś opowiem Wam o najszybszym parowozie świata, który nosił imię Mallard (po naszemu dzika kaczka).

Klasa A4 kolei LNER

To seria 35 pospiesznych lokomotyw wyprodukowanych dla kolei London and North Eastern Railway, a zaprojektowanych przez legendarnego konstruktora, Sir Herberta Nigela Gresleya. Przeznaczeniem tych maszyn było prowadzenie luksusowych pospiesznych pociągów. Parowozy te charakteryzowały się: układem osi „Pacific” (2-3-1), średnicą kół napędowych równą 2032 mm, masą służbową (z tendrem) 167 t oraz mocą 1.986 kW. Na 3,8 metrowy ruszt sypano węgiel, aby wytworzyć 1,72 MPa w kotle (żadna z polskich lokomotyw nie osiągała takiego ciśnienia pary).
Klasa A4 była rozwinięciem prac nad udaną seria A3 (jej przedstawicielem jest legendarny „Flying Scotsman„), od której różniła się między innymi otuliną aerodynamiczną.

foto: Wikipedia

A4 były eksploatowane od 1935 do 1966 roku, a kilka z nich zachowano do dziś jako eksponaty muzealne. Po parą była lokomotywa „Sir Niger Gresley” (nr 4498), niestety w 2015 doznała poważnej awarii kotła i od tej pory stanowi nieruchomy eksponat muzealny.

Kaczor we własnej osobie

A teraz do rzeczy. Lokomotywa o numerze 4468 i imieniu „Mallard” zapisałą się w historii jako najszybszy parowóz świata pobiwszy poprzedni rekord niemieckiej BR 05 (o tej ciekawej mini-serii także Wam opowiem). Miało to miejsce 3 lipca 1938 roku osiągając odcinku prędkość 202,77 km/h (126,1 mili/h) na prostym odcinku linii: East Coast Main Line.

Mierzono średnią prędkość w pięciosekundowych odstępach czasu, a rekordową wartość zmierzono 90 mil i 220 jardów od miejsca startu gdzieś pomiędzy Little Bytham and Essendine. Parowóz prowadził Joseph Duddington, a palaczem Thomas Bra.

foto: Wikipedia

Mallard na służbie przejechał ponad 1,5 miliona mil (2,4 miliona kilometrów), po czym przeszedł na emeryturę w 1963 roku. Dziś Malard jest eksponatem United Kingdom’s National Railway Museum w Yorku.

A4 w modelarstwie

Dla modelarzy H0 i TT zdobycie modelu klasy A4 – choćby samego Mallarda – nie jest specjalnym wyzwaniem. Jeśli chodzi o kartoniarzy – nie jest dobrze, choć nie całkiem beznadziejnie. Jakiś czas temu ukazał się opracowany w skali 1:48 model lokomotywy A4 Sir Nigel Gresley i jest dostępny w sprzedaży na stronie http://www.zeistbouwplaten.nl/. Relację z budowy tegoz modelu można prześledzić na forum papermodelers.com.

Nasi przyjaciele organizują imprezę!

W imieniu gminy Porąbka oraz Grupy Rekonstrukcji Historycznej „BREDA” – naszych „pancernych” przyjaciół – zapraszamy do Porąbki na imprezę „Historie Frontowe” w dniach 15 – 16 lipca 2017. Impreza co prawda jest bardzo militarna, ale nie zabraknie akcentu modelarskiego. W sali Domu Kultury w Porąbce będzie można zobaczyć pancerkę na szynach w naszym (Vikinga) wykonaniu.

Piątek:

14:00 – otwarcie sztabu, rejestracja uczestników
19:00 – grill

Sobota:

8:00 – pobudka
9:00 – wyjazd na patrol, śniadanie
13:30 – powrót na miejsce
14:00 – oficjalne otwarcie imprezy przez wójta gminy Porąbka
14:30 – odprawa dla dowódców przed inscenizacją
15:00 – obiad
17:00 – inscenizacja w centrum
18:30 – odprawa dla dowódców przed inscenizacją
20:00 – inscenizacja przy dioramach
21:00 – zakończenie dnia, grill, potańcówka

Niedziela:

8:00 – pobudka
9:00 – śniadanie
10:00 – otwarcie dioram
10:30 – bieg
12:00 – odprawa dla dowódców przed inscenizacją
13:00 – obiad
15:00 – inscenizacja
16:00 – zakończenie
Porąbka Wojtek